, , , , ,

Dlaczego w szkole nie uczą mitologii słowiańskiej?

|


, , , , , , , ,

Co jakiś czas wraca pytanie, dlaczego polskie dzieci uczą się w szkole o Zeusie, Atenie i Afrodycie, a nie o dawnych bogach Słowian. Brzmi to jak prosty zarzut wobec systemu edukacji: dlaczego znamy cudzą mitologię, a nie znamy własnej? Dlaczego potrafimy wymienić bogów greckich, a przy słowiańskich zaczynają się schody? I czy przypadkiem nie jest to dowód, że ktoś celowo wymazał nam pamięć o „naszych korzeniach”?

Odpowiedź jest mniej sensacyjna, ale dużo ciekawsza. Po pierwsze: ogólnie o Słowianach w szkole jednak się uczymy, podobnie jak o części dawnych mitów, legend i wyobrażeń o przeszłości. Oczywiście można powiedzieć, że powinno być tego więcej, ale to samo da się powiedzieć o niemal każdym temacie w edukacji. Więcej miejsca mogłoby być i na pradzieje ziem dzisiejszej Polski, archeologię, początki Słowian i świat wierzeń przedchrześcijańskich. Podstawowy problem polega jednak na tym, że mitologii słowiańskiej nie da się uczyć w taki sam sposób jak mitologii greckiej czy rzymskiej. Nie dlatego, że ktoś dziś tego zakazuje, lecz dlatego, że mamy do dyspozycji zupełnie inny zbiór informacji.

Czy Kościół wymazał nasze korzenie?

Jeden z najczęstszych argumentów brzmi: „chrześcijaństwo zniszczyło naszą dawną religię, dlatego nic o niej nie wiemy”. Brzmi mocno, ale tłumaczy tylko część problemu. Chrześcijaństwo pojawiło się przecież także w Grecji i Rzymie, a mimo to mity o Zeusie, Apollinie, Atenie, Heraklesie, Wojnie Trojańskiej czy Odyseuszu przetrwały. Nie dlatego, że nikt ich nie zwalczał, lecz dlatego, że świat grecko-rzymski zostawił ogromną liczbę tekstów: Homera, Hezjoda, tragedie greckie, Owidiusza, Wergiliusza, autorów historycznych, filozofów, komentarze, streszczenia, kopie i późniejsze opracowania. Te opowieści były przepisywane, czytane, komentowane i przerabiane przez kolejne epoki. Stały się częścią kultury europejskiej, więc obecność mitologii antycznej w szkole nie wynika z uznania „cudzych bogów” za ważniejszych od naszych, lecz z tego, że bez ich znajomości trudniej zrozumieć literaturę, sztukę, teatr, filozofię, malarstwo, a nawet współczesne kino. Motyw podróży, próby i powrotu, znany choćby z „Odysei”, do dziś wraca w setkach opowieści.

W przypadku dawnych Słowian sytuacja wygląda inaczej. Przez długi czas nie zapisywali oni własnej historii i wierzeń, tylko przekazywali je ustnie. To nie znaczy, że nie mieli religii, obrzędów, opowieści ani złożonych wyobrażeń o świecie. Oczywiście, że mieli i nie było to zresztą nic wyjątkowego. Podobnie funkcjonowało wiele społeczności dawnej Europy. Nie mamy więc zwartego zbioru mitów opowiedzianych przez samych przedchrześcijańskich Słowian. Warto przy tym pamiętać, że nawet mitologia grecka jest przedstawiana w wersji mocno uproszczonej. Gdyby zapytać specjalistów od mitów antycznych, szybko wyjaśniliby, że „mitologia grecka” nie była jednym spójnym podręcznikiem, lecz zbiorem wielu lokalnych tradycji, wariantów i sprzecznych wersji, z których szkoła wybiera po prostu te najbardziej znane.

Nie ma też jednocześnie sensu udawać, że chrystianizacja była procesem łagodnym i neutralnym. Dawne kulty były wypierane, świątynie i miejsca kultu traciły znaczenie, a elity włączały się w świat łacińskiego chrześcijaństwa. Religia była związana z władzą, polityką, organizacją państwa i prestiżem. To wszystko prawda i nie ma potrzeby tego pudrować. Ale zdanie „Kościół wszystko wymazał” jest zbytnim uproszczeniem. Jak podkreślono już wcześniej, gdyby sama chrystianizacja wystarczała do zniszczenia mitologii, nie znalibyśmy także mitów Greków i Rzymian. Sam proces był długi i nierównomierny, a przykłady takie jak cmentarzysko w Nowym Chorowie pokazują, że dawne i nowe tradycje mogły przez pewien czas współistnieć. Część dawnych wyobrażeń i praktyk mogła natomiast przetrwać w zmienionej formie: w obrzędach dorocznych, ludowych zakazach i nakazach, opowieściach o demonach, kulcie zmarłych, puszczaniu wianków w Noc Świętojańską, topieniu Marzanny. Nie oznacza to jednak, że każdy świąteczny zwyczaj jest „ukrytym, starożytnym pogaństwem”. Często mamy do czynienia raczej z wielowarstwową tradycją, w której mieszają się elementy dawne, chrześcijańskie, ludowe i całkiem nowożytne.

Wczesnosłowiański kurhan na cmentarzysku w Białogórzu w trakcie badań archeologicznych (fot. Radosław Biel)
Wczesnosłowiański kurhan na cmentarzysku w Białogórzu w trakcie badań archeologicznych (fot. Radosław Biel)

Skąd wiemy o wierzeniach Słowian?

Dzisiejszy obraz religii Słowian pochodzi przede wszystkim z kilku grup źródeł. Pierwszą są wzmianki autorów chrześcijańskich: bizantyńskiego Prokopiusza z Cezarei, ruskiej „Powieści dorocznej”, kroniki Thietmara, tekstów Adama z Bremy, Helmolda, Saxo Gramatyka, żywotów św. Ottona z Bambergu, Kosmasa czy późniejszego Jana Długosza. To właśnie z takich przekazów znamy część nazw bóstw, opisy świątyń, posągów, gajów, wróżb i praktyk kultowych, zwłaszcza z Rusi oraz Połabia i Pomorza. Drugą grupą są źródła arabskie i muzułmańskie, interesujące przede wszystkim dlatego, że średniowieczni autorzy opisywali handel, geografię i ludy Europy Środkowo-Wschodniej. Trzecią stanowią badania archeologiczne: miejsca kultowe, pozostałości konstrukcji, znaleziska z Wolina, Arkony, Peryni, Radogoszczy, kontrowersyjny posąg ze Zbrucza czy rozmaite figurki i przedmioty o możliwej funkcji obrzędowej. Czwartą grupą jest folklor i etnografia, zwłaszcza materiały spisywane od XIX wieku: obrzędy doroczne, opowieści ludowe, demonologia, wierzenia w upiory, rusałki, domowe duchy, dziady czy praktyki magiczne. Do tego dochodzi językoznawstwo i mitologia porównawcza, które pomagają badać imiona bóstw, ich możliwe pokrewieństwa oraz analogie z wierzeniami innych ludów indoeuropejskich.

Problem polega na tym, że żadna z tych grup źródeł nie daje nam gotowej „mitologii słowiańskiej” w szkolnym sensie. Kronikarze byli najczęściej chrześcijanami i patrzyli na dawne kulty z zewnątrz, często niechętnie albo przez filtr własnych pojęć. Długosz próbował na przykład porządkować słowiańskich bogów według wzoru rzymskiego, co więcej mówi o sposobie myślenia późnośredniowiecznego autora niż o realnym panteonie przedchrześcijańskich Słowian. Archeologia świetnie pokazuje miejsca i przedmioty, ale bez tekstu rzadko pozwala bezpiecznie odtworzyć imiona bogów i treść mitów. Folklor jest bezcenny, ale został zapisany wiele stuleci po chrystianizacji, więc miesza dawne wyobrażenia z chrześcijaństwem ludowym, lokalną tradycją, bajką, magią i późniejszą kulturą chłopską. Z kolei rekonstrukcje porównawcze bywają fascynujące, ale zawsze wymagają ostrożności, bo łatwo pomylić prawdopodobną analogię z pewnym dowodem.

Przylądek Arkona
Przylądek Arkona na Rugii, miejsce jednego z najważniejszych zachodniosłowiańskich ośrodków kultowych, zniszczonego w 1168 roku (fot. Botaurus stellaris, CC BY-SA 3.0, z Wikimedia Commons)

A co z archiwami Watykanu?

Opowieść o tym, że „w Watykanie są ukryte nasze prawdziwe korzenie i mitologia”, brzmi jak gotowy scenariusz filmu przygodowego. Problem w tym, że nie ma na to dowodów. Watykańska Biblioteka Apostolska i Watykańskie Archiwum Apostolskie rzeczywiście przechowują ogromne zbiory dokumentów. Archiwum ma około 85 km półek, ale jest też udostępniane zainteresowanym badaczom. Nie jest to zatem żaden dowód na istnienie ukrytej księgi słowiańskich mitów. Twierdzenie „na pewno tam jest, tylko ukrywają” nie jest argumentem historycznym, lecz klasycznym mechanizmem teorii spiskowej. Brak dowodu zostaje uznany za dowód skutecznego ukrywania. W nauce to tak nie działa. Jeśli nie mamy źródła, nie możemy zbudować na nim pewnej opowieści tylko dlatego, że bardzo chcielibyśmy, aby istniało.

Jeśli już gdzieś można spodziewać się mniej oczywistych informacji o dawnych Słowianach, to prędzej w dawnych bibliotekach świata arabskiego i muzułmańskiego, choćby takich jak Al-Karawijjin w Fezie, niż w wyobrażonym watykańskim sejfie z „zakazaną historią”. Średniowieczni autorzy arabscy interesowali się geografią, handlem, ludami Europy i szlakami prowadzącymi na północ, więc w ich tekstach mogą pojawiać się cenne wzmianki. Ale znów: nie będą to gotowe podręczniki mitologii słowiańskiej, tylko rozproszone informacje wymagające znajomości języka, rękopisów, kontekstu i warsztatu historycznego. Część zbiorów przez długi czas była dostępna tylko dla ograniczonego grona uczonych, a szersza digitalizacja i udostępnianie kolekcji to zjawisko stosunkowo nowe. Dlatego problem nie polega na tym, że „ktoś ukrywa prawdę”, tylko na tym, że trzeba mieć kompetencje, czas i dostęp do materiału, który dopiero stopniowo wchodzi do obiegu badawczego.

Równie nieprecyzyjne jest mówienie, że „religia to najgorsze, co przytrafiło się człowiekowi”, bo wszystko kręciło się wokół władzy i pieniędzy. To jest prywatna opinia, a nie wyjaśnienie historyczne. Religia rzeczywiście bardzo często była związana z władzą, prawem, prestiżem i kontrolą społeczną. Dotyczy to jednak nie tylko chrześcijaństwa. Władza potrzebowała rytuałów, symboli i opowieści o porządku świata, a zmiana religii w państwie Piastów była elementem wielkiej zmiany politycznej i kulturowej, ale nie tłumaczy automatycznie wszystkich braków w naszej wiedzy.

prenumeruj archeologia żywa

Zioła, natura i romantyczny obraz dawnych ludzi

Przy okazji warto rozprawić się z jeszcze jednym obrazkiem: dawni Słowianie jako ludzie żyjący w idealnej harmonii z naturą, leczący się ziołami i rozumiejący świat lepiej niż współczesny człowiek. Dawni ludzie oczywiście znali rośliny i korzystali z nich w leczeniu, jedzeniu, obrzędach czy codziennym życiu. Wiedza o tym, co można zjeść, czym barwić tkaniny, czym zatruć, czym złagodzić ból albo co wykorzystać w praktykach magicznych, była częścią codziennego doświadczenia. Nie oznacza to jednak, że żyli w romantycznej ekologicznej harmonii. Podstawą gospodarki było rolnictwo, hodowla, karczowanie lasów, wypalanie, zakładanie pól, wypas zwierząt oraz pozyskiwanie drewna, gliny, metalu i innych surowców. Ludzie przekształcali środowisko, bo musieli przeżyć. Las był źródłem drewna, opału, pożywienia, paszy, schronienia i surowców, ale był też przestrzenią, którą trzeba było ograniczać, jeśli chciano mieć pola, pastwiska, osady, grody czy drogi. Nie był to świat „nietkniętej natury”, tylko krajobraz stale użytkowany i zmieniany przez człowieka. Słowianie nie byli zatem ani „dzikusami”, ani leśnymi mędrcami z internetowej grafiki. Byli społecznościami działającymi w realiach swojej epoki, ze swoją wiedzą, ograniczeniami i potrzebami.

Dlatego warto uważać na współczesne wizje „słowiańskiej duchowości”, w których dawni Słowianie stają się kimś w rodzaju leśnych terapeutów, znachorów idealnie zjednoczonych z kosmosem albo strażników pradawnej ekologii. Część takich wyobrażeń więcej mówi o naszych dzisiejszych tęsknotach niż o wczesnym średniowieczu. Dotyczy to także różnych praktyk sprzedawanych dziś jako „słowiańska joga”, „słowiańska gimnastyka” czy dawne systemy pracy z energią. Takie zjawiska istnieją, ale są przede wszystkim współczesnymi konstrukcjami, często tworzonymi na styku New Age, ezoteryki, hinduizmu, jogi, reiki, neopogaństwa i luźno rozumianej „słowiańskości”. Mogą być dla kogoś ważną praktyką duchową albo ruchową, ale nie należy przedstawiać ich jako prostego dziedzictwa po przedchrześcijańskich Słowianach. Tym bardziej warto zachować ostrożność, gdy podobne praktyki są przedstawiane jako metoda leczenia, oczyszczania organizmu, zastępstwo terapii albo „dawna wiedza”, której nie trzeba weryfikować. W najgorszym wypadku możemy mieć do czynienia wręcz z pseudomedycyną, która może nam realnie zaszkodzić.

Warto też zauważyć, że w internetowych wezwaniach do „powrotu do korzeni” zwykle wybiera się z przeszłości to, co brzmi atrakcyjnie: duchowość, zioła, kontakt z naturą, tajemnicze obrzędy. Dużo rzadziej pojawia się zachwyt nad tym, co nauka a szczególnie archeologia, pokazuje bardzo wyraźnie: skromnymi półziemiankami, ręcznie lepionymi ceramicznymi naczyniami, ciałopalnymi pochówkami w niewielkich kurhanach ziemnych czy dietą, w której ważne miejsce zajmowało proso. Oczywiście nie wszędzie i nie zawsze wyglądało to tak samo, to domena głównie wczesnych Słowian, a mówimy o ogromnym obszarze i wielu stuleciach. Ale jeśli ktoś chce mówić o „korzeniach”, to warto pamiętać, że nie były one katalogiem efektownych symboli do współczesnej identyfikacji. Były realnym, często bardzo trudnym sposobem życia. I jakoś nie widać, by najgłośniejsi zwolennicy powrotu do tych korzeni szczególnie tęsknili za takim pakietem.

Charakterystyczne elementy zachodniosłowiańskiego stylu zwierzęcego według hipotezy Leszka Gardeły (więcej  na ten temat w numerze „Archeologii Żywej” 3/2024)
Charakterystyczne elementy zachodniosłowiańskiego stylu zwierzęcego według hipotezy Leszka Gardeły (więcej na ten temat w numerze „Archeologii Żywej” 3/2024)

Czy to znaczy, że w szkole nie powinno być Słowian?

Wręcz przeciwnie i powinno być o nich więcej! I to nie tylko w formie kilku zdań przed chrztem Mieszka I. Powinno się mówić więcej. Warto uczyć o osadach, grodach, gospodarce, handlu, kontaktach z sąsiadami, przemianach społecznych, chrystianizacji, ale też o tym, co możemy ostrożnie powiedzieć o dawnych wierzeniach. Warto pokazywać, że dzieje ziem dzisiejszej Polski nie zaczynają się w 966 roku. Warto też wprowadzać uczniów w archeologię, bo to ona pozwala zobaczyć codzienność ludzi, którzy nie zostawili własnych kronik. Zresztą podstawa programowa historii wskazuje m.in. na krytyczną analizę źródeł i dopuszcza temat plemion słowiańskich jako treść dodatkową do wyboru przez nauczyciela. Problem nie polega więc na tym, że o Słowianach „nie wolno” mówić, tylko raczej na tym, że często brakuje czasu, dobrych materiałów i spokojnego oddzielenia wiedzy od atrakcyjnych internetowych dopowiedzeń.

Trzeba też jednocześnie uważać na drugą skrajność, według której Słowianie „niczego nie stworzyli”, bo nie zostawili wielkiej literatury, filozofii i kamiennych świątyń jak Grecy czy Rzymianie. To również przesada. Nie każda kultura zostawia po sobie to samo. Jedne zostawiają biblioteki, inne grody, cmentarzyska, narzędzia, ozdoby, układy osadnicze, ślady rolnictwa, rzemiosła i kontaktów handlowych. Brak własnej literatury nie oznacza braku kultury. Oznacza tylko, że badacz ma mniej bezpośrednich świadectw i musi ostrożniej formułować wnioski. To właśnie dlatego wiedza o Słowianach jest potrzebna: nie po to, by budować nową narodową mitologię, ale by umieć odróżnić historię od pseudohistorii, źródło od fantazji, a hipotezę od internetowej pewności.

„Uczmy Polaków o swoich przodkach” — tak, ale których?

Największy problem w tej dyskusji polega chyba na myleniu tożsamości z dowolną opowieścią o przeszłości. Ludzie rzeczywiście są związani z miejscem, językiem, krajobrazem, pamięcią rodzinną i regionalną. Szkoła powinna pomagać rozumieć własną historię, także tę lokalną i przedpaństwową. Ale silna tożsamość nie musi opierać się na fantazjach dopisanych tam, gdzie brakuje źródeł. Może być mocniejsza, jeśli opiera się na uczciwej wiedzy. Na świadomości, że przeszłość była złożona, niejednoznaczna i ciekawsza niż proste hasło: „byliśmy my, przyszli oni i wszystko nam zabrali”.

Hasło „uczmy o swoich korzeniach” brzmi dobrze, ale wymaga też doprecyzowania. Pradzieje ziem dzisiejszej Polski nie zaczynają się od Słowian. Nawet jeśli przyjmiemy jeden z dwóch punktów widzenia jakoby bezpośredni przodkowie Słowian żyli nad Wisłą od tysięcy lat, a nie przyszli w większej liczbie ok. VII w. n.e. ze Wschodu. To i tak przed nimi żyły tu różne społeczności pradziejowe: łowcy-zbieracze, pierwsi rolnicy, społeczności neolityczne, epoki brązu i żelaza, ludzie związani z wieloma kulturami archeologicznymi. Były kontakty z Celtami, Germanami, światem rzymskim, Bałtami i stepem. Słowianie są ważnym rozdziałem tej historii, ale nie jedynym. Jeśli naprawdę chcemy uczyć o „naszej ziemi”, to uczmy szerzej: o pradziejach, archeologii, migracjach, wymianie, osadnictwie, środowisku, technologii i zmianach społecznych. To jest znacznie ciekawsze niż prosta opowieść: „byliśmy my, potem przyszli oni i nam zabrali”.

Dlaczego więc w szkole nie uczą mitologii słowiańskiej tak jak greckiej? Bo nie mamy słowiańskiego Homera, słowiańskiego Hezjoda i całego korpusu tekstów, który pozwoliłby opowiadać te mity z podobną pewnością. Czy to znaczy, że temat należy pominąć? Nie. Właśnie dlatego warto go pokazywać: jako fascynujący przykład tego, jak działa historia, archeologia i krytyka źródeł. Uczmy więcej o Słowianach, pradziejach i dawnych wierzeniach. Tylko uczmy tego, co naprawdę wiemy, a nie tego, co dobrze brzmi w internecie.

Ujęcie en face wyrzeźbionej twarzy – widoczne geometryczne ujęcie rysów, z charakterystycznym nosem i wyraźnie zaznaczoną brodą
Twarz wyryta na drewnianym elemencie wału grodowego na Ostrowie Lednickim, odkryta w 2025 roku i prezentowana w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Znalezisko bywa interpretowane jako ślad symbolicznych lub ochronnych zabiegów (fot. archiwum Centrum Archeologii Podwodnej UMK w Toruniu)

I na koniec, nikt nie zakazuje nauki na własną rękę

Jeśli temat dawnych Słowian, archeologii ziem współczesnej Polski i mitologii naprawdę kogoś interesuje, można oczywiście narzekać, że szkoła nie podała wszystkiego w podręczniku. Tylko że to dość naiwne wyobrażenie edukacji. Ile bowiem z rozpoznawalności mitologii greckiej naprawdę zawdzięczamy samej szkole, a ile literaturze, filmom, serialom, komiksom i grom, które od stuleci przerabiają antyczne motywy na własny użytek? Sama obecność tematu w programie nie wystarczy, jeśli nie idzie za nią ciekawość. A tę najlepiej wspierają książki, wykłady, biblioteki, dobrzy popularyzatorzy i odrobina samozaparcia. Warto zacząć od:

  • „Archeologii Żywej” — zarówno numerów naszego czasopisma oraz wykładów dostępnych na naszym kanale YouTube;
  • kanałów popularnonaukowych na YouTubie jak: „Radio Naukowe”, „Historyczny Top”, „Mroczne Wieki”;
  • książek popularnonaukowych:
    • Szymon Zdziebłowski, „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2026, 312 s.;
    • Agnieszka Krzemińska, „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2022, 360 s.;
    • Igor D. Górewicz, „O Słowianach II. Gościnni barbarzyńcy. Portret przodków”, seria „O Słowianach”, Szczecin: Wydawnictwo Triglav, 2026, 202 s.
    • Anna Zielińska, „Historyczne bzdury o średniowieczu”. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?, Gliwice: Sploty, 2026, 216 s.
  • książek naukowych i klasycznych opracowań:
    • Aleksander Gieysztor, „Mitologia Słowian”, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, wyd. nowsze 2022, 405 s.
    • Aleksander Brückner, „Mitologia słowiańska i polska”, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1980, 383 s. Dostępne są też nowsze wznowienia, np. Poznań: Replika, 2022. 352 s.;
    • Kamil Kajkowski, „Wierzenia dawnych Słowian”, Poznań: Replika, seria „Wierzenia i zwyczaje”, 2025, ok. 416–418 s.;
    • Paweł Szczepanik, „Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity”, Szczecin: Wydawnictwo Triglav, 2018, 189 s.

Tylko małe ostrzeżenie: szczególnie w tych ostatnich książkach nie znajdziemy gotowego, wygodnego panteonu jak z kolorowego plakatu. Znajdziemy raczej źródła, hipotezy, spory, ostrożność i dużo uczciwego „tego nie wiemy”. Jednak właśnie od tego zaczyna się prawdziwa wiedza i włączenie myślenia.

Redaktor naczelny AŻ | Strona

Archeolog, doktor nauk inżynieryjno-technicznych, popularyzator. Pierwsza osoba, z którą powinno się kontaktować w sprawie patronatów i ewentualnej współpracy z „Archeologią Żywą”. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół kultury materialnej późnego średniowiecza i wykorzystania nowoczesnych technologii w archeologii. Pasjonat multimediów i gier komputerowych. Prowadzący cyklu cotygodniowych popularnonaukowych webinarów pt. „Kontekst Archeologii Żywej”

Dodaj komentarz

Działalność czasopisma „Archeologia Żywa” w latach 2026–2027 jest dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego – w ramach programu „Czasopisma 2026”.

css.php