„Znaleziono sztylet sprzed 2800 lat!” – ogłosiły media z entuzjazmem. „Wyjątkowy, rytualny, halsztacki!” – podchwyciły profile w mediach społecznościowych. Historia rozeszła się błyskawicznie. Niestety, prawda okazała się mniej romantyczna – i młodsza, a cała sprawa ujawniła poważny problem: co się dzieje, gdy instytucja publiczna ogłasza sukces, zanim rozpocznie badania?
Przed samym opisem odkrytego przedmiotu, jak i całej sytuacji warto zaznaczyć, że ten artykuł nie jest stworzony po to, aby kogokolwiek oskarżać, przypisywać niecne intencje czy mówiąc kolokwialnie – pogrążyć. To artykuł ku przestrodze, a być może także stanie się impulsem do sprostowania innych publikacji.
Spis treści
Wszystko zaczęło się, gdy Jacek Ukowski – prezes Stowarzyszenia Eksploracyjnego na Rzecz Ratowania Zabytków im. Świętej Korduli znalazł na plaży w woj. zachodniopomorskim sztylet zatopiony w glinianej bryle oderwanej od klifu. W poszukiwaniach tego dnia towarzyszyła mu Katarzyna Herdzik, której celem było przede wszystkim odkrycie pasji, jaka łączy członków Stowarzyszenia. Po natrafieniu na przedmiot od razu wiedzieli, że mają do czynienia z czymś nietypowym.
Zgodnie z obowiązującymi w Polsce prawem o potencjalnie archeologicznym odkryciu, zawsze powinno poinformować się lokalny Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków, alternatywnie lokalne muzeum lub archeologa. W tym wypadku był to współpracujący ze stowarzyszeniem – Grzegorza Kurka, dyrektor Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej. Zabytek szybko trafił do muzeum, które niezwłocznie ogłosiło na swoim profilu Facebook „epokowe odkrycie” – sztylet z wczesnej epoki żelaza, okres halsztacki, z około 800 roku p.n.e.


Od detektora do mediów
Bardzo szybko w kolejce do wywiadów ustawiły się największe portale informacyjne z TVP, TVN-em, Polsatem i Polską Agencją Prasową na czele. Klasycznym trybem komunikat został opublikowany przez Polską Agencję Prasową, a następnie przedruk zaczął pojawiać się na przeróżnych stronach w kraju i zagranicą. Niezależnie od tego jaka była tematyka strony, w pogoni za kliknięciami publikowali wszyscy na lewo i prawo, bo zainteresowanie odbiorców było ogromne, co wyraźnie widać było po liczbie udostępnień i komentarzy.
Sztylet o długości około 24 cm, ozdobiony „linearnymi półksiężycami oraz krzyżami przypominającymi gwiazdy”, był opisywany – za opinią przekazaną przez muzeum – jako prawdopodobnie rytualny artefakt, być może związany z kultem solarnym. – „Prawdziwe dzieło sztuki! Pod względem wykonania jest bardzo wysokiej klasy, pięknie ornamentowany. Każdy wyryty element jest inny. Jeśli chodzi o znaleziska na terenach Polski, nie spotkałem się z takim sztyletem” – podkreślił w rozmowie z PAP dyrektor Grzegorz Kurka.
Archeologia pełna jest takich niespodzianek, gdy natrafić możemy na coś absolutnie unikatowego. Świetnym przykładem był w zeszłym roku celtycki hełm, którego nikt nie spodziewałby się na terenie dzisiejszego Mazowsza. Zawsze jednak powinniśmy najpierw się zastanowić czy nasze wstępne ustalenia mają naukowe podstawy, a brak jakichkolwiek analogii powinien zapalić czerwoną lampkę.


Głos ekspertów kontra medialna fala
Wraz ze wzrostem zainteresowania, w sieci zaczęły pojawiać się głosy sceptyczne. W komentarzach zabierali głos nie tylko poszukiwacze i archeolodzy, ale z czasem również specjaliści zajmujący się badaniami nad artefaktami z brązu, epoką brązu oraz wczesną epoką żelaza. Wielu z nich to osoby znane redakcji „Archeologii Żywej” – autorzy publikujący na łamach naszego czasopisma, którzy na co dzień z entuzjazmem podchodzą do nowych odkryć. Tym razem jednak zgodnie wyrażali sceptycyzm wobec datowania podawanego przez media, choć żaden z nich nie kwestionował dobrej woli odkrywców.
Postanowiliśmy zapytać o zdanie część z nich, w ten sposób uzyskując wstępne studium, pod którym podpisała się dziewiątka ekspertów: prof. dr hab. Justyna Baron (Uniwersytet Wrocławski), dr Karol Dzięgielewski (Uniwersytet Jagielloński), dr Marcin Maciejewski (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie), dr Kamil Nowak (Austrian Academy of Sciences), dr Dawid Sych (University of Leicester), dr Katarzyna Ślusarska (Uniwersytet Szczeciński), mgr Paweł Dziechciarz (Uniwersytet Warszawski), mgr Marcin Kasprowicz (Muzeum Archeologiczne w Poznaniu), mgr Albin Sokół (Muzeum Archeologiczne w Biskupinie). Z pełną analizą wraz z wybraną literaturą zapoznać się można w tym wpisie, przy czym poniżej zamieszczamy skrót najważniejszych wniosków:
Sztylety, obok m.in. mieczy, broni drzewcowej, łuków i strzał czy czekanów, to jedna z podstawowych kategorii uzbrojenia użytkowanych przez różne społeczności zamieszkujące ziemie polskie w epoce brązu (2200-700 lat p.n.e.) i wczesnej epoce żelaza (700-400 lat p.n.e.). Najwięcej znalezisk tego typu datuje się jednak głównie na wczesną i środkową epokę brązu. W późnej epoce brązu stały się wyraźnie mniej popularne, a we wczesnej epoce żelaza, należą już do prawdziwej rzadkości.
Charakterystycznymi cechami budowy głowni sztyletów z epoki brązu i wczesnej epoki żelaza jest ich dwusieczność, daszkowaty lub trapezowaty przekrój poprzeczny oraz obecne żeberko – zgrubienie biegnące wzdłuż głowni. Ich zdobnictwo wyraźnie zaś nawiązuje do zdobień obecnych na innych kategoriach uzbrojenia z tego okresu, a zwłaszcza do mieczy. Dominuje przede wszystkim zdobnictwo ryte w postaci zlokalizowanych na płaszczyznach głowni dość płytkich linii biegnących w przybliżeniu równolegle do przebiegu krawędzi. Niekiedy pojawiają się również zdobienia o charakterze plastycznym.
Sztylet znaleziony nad Bałtykiem nie odpowiada ani formą, ani zdobieniem innym znaleziskom z wczesnej epoki żelaza znanym z terenów Polski. Potwierdzają to zwłaszcza jego charakterystyczna, silnie zwężająca się głownia i okrągła w przekroju rękojeść oraz dekoracja w postaci krzyży przypominających krzyż maltański i niedomkniętych okręgów, interpretowanych przez odkrywców jako księżyce.
Ale zaraz, jak to tak? Eksperci wypowiedzieli się na podstawie paru zdjęć, bez choćby wzięcia przedmiotu do ręki? W świecie archeologii wstępna, typologiczna ocena znalezisk na podstawie zdjęć nie jest niczym nowym – zwłaszcza gdy dostęp do obiektu jest ograniczony, a jego wstępna identyfikacja ma istotne znaczenie dla ochrony dziedzictwa. Jednak w tym przypadku skala rozbieżności między medialną narracją a oceną specjalistów była niespotykana.


Reakcja muzeum
W następnym kroku jako czasopismo „Archeologia Żywa” skontaktowaliśmy się z muzeum wskazując z zaniepokojeniem na sceptycyzm specjalistów. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni gdy udało się bardzo szybko uzyskać odpowiedź. Co prawda nie dostaliśmy informacji na jakiej podstawie ustalono wstępne datowania na okres 2800 lat temu, ale już następnego dnia zostały zaplanowane zostaną analizy fluorescencji rentgentowskiej (XRF). Nie spodziewaliśmy się jednak, że Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej póki sprawa jest cały czas świeża, zamiast spokojnie zweryfikować hipotezę postanowi kontynuować medialną ofensywę.
Wyniki przedstawiono poprzez nagranie wideo i komentarz specjalisty z Działu Konserwacji Muzeum Narodowego w Szczecinie (link do nagrania na ich profilu). W pełni obiektywnie przedstawił on wyniki sugerując, że przedmiot może pochodzić z czasów historycznych. W mediach pojawiły się zatem nowe artykuły powielające wcześniejszą narrację, tym razem już „wspartą” analizą fluorescencji rentgenowskiej (XRF). Problem jest jednak w tym, że okres halsztacki na ziemiach polskich to nie „czasy historyczne”.
Mimo deklarowanej chęci udowodnienia, że sztylet pochodzi z pradziejów dowiedzieliśmy się dzięki nim, że mamy do czynienia z przedmiotem wykonanym z mosiądzu, a nie brązu. A to wczesną epokę żelaza wyklucza zupełnie. Na ten temat również wypowiedzieli się zapytani przez nas specjaliści (pełna treść analizy):
Nawet zakładając, że sztylet znad Bałtyku to unikat pozbawiony analogii w dorzeczu Wisły i Odry, wyniki analizy XRF nie potwierdzają jego pochodzenia z wczesnej epoki żelaza. Przedmiot zawiera ok. 80% miedzi i 15% cynku, co wskazuje na mosiądz – stop nieużywany przez społeczności epoki brązu i wczesnej epoki żelaza. W tym czasie dominowały brązy cynowe, zawierające zwykle od 8 do 12% cyny. Tymczasem w analizowanym egzemplarzu cyna w ogóle nie występuje.
Choć mosiądz znany był już w I tysiącleciu p.n.e., jego użycie w Europie ograniczało się początkowo do basenu Morza Śródziemnego i stał się powszechny dopiero za czasów rzymskich. To czyni datowanie sztyletu na wczesną epokę żelaza wysoce nieprawdopodobnym.
Wedle zapowiedzi muzeum prace interdyscyplinarnego zespołu mają być kontynuowane. Czy jednak nie powinniśmy najpierw zbadać i zweryfikować, a dopiero potem ogłaszać światu sensację?
Ku przestrodze
W medialnym zamieszaniu, jakie narosło wokół sztyletu, ważne miejsce zajęła również reakcja muzeum na głosy krytyczne. Jednym z najbardziej aktywnych komentatorów był dr Dawid Sych – badacz specjalizujący się w epoce brązu i autor licznych publikacji naukowych (w tym artykułów na łamach „Archeologii Żywej”). Jego rzeczowe, oparte na danych komentarze zostały jednak usunięte, a sam autor zablokowany na profilu muzeum. Gdy temat podjęła inna osoba, powiązana z dr. Sychem, otrzymała odpowiedź, że administratorzy mieli ku temu powody, choć nie wykluczono późniejszego kontaktu i współpracy. Tego typu sytuacje pokazują, jak trudno dziś odróżnić merytoryczną krytykę od ataku – zwłaszcza gdy towarzyszy jej gwałtowna medialna fala.
Patrząc jednak z drugiej strony – jaką inną formę wypowiedzi ma dziś specjalista, który widzi, że popełniono błąd, ale jego krytyka jest ignorowana? Gdy niepoprawna informacja staje się viralem, komentarz na Facebooku może być jedynym narzędziem obrony nauki przed mitologią. Zbyt często naukowcy są bezsilni wobec treści stojących w sprzeczności z aktualnym stanem wiedzy. Najbardziej jednak dziwi fakt, że DOSŁOWNIE żaden z dużych portali informacyjnych – TVN, TVP, Nauka w Polsce, Polska Agencja Prasowa, National Geographic, HeritageDaily, Archaeology News – nie pomyślał o tym, aby skontaktować się ze specjalistą zajmującym się epoką brązu lub wczesną epoką żelaza.
Na nasze ponowne pytania skierowane do Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej otrzymaliśmy szybką, szczerą i – co warto podkreślić – samokrytyczną odpowiedź. Jak przyznał dyrektor placówki, skala medialnego zainteresowania całkowicie ich zaskoczyła, a decyzja o publikacji informacji o znalezisku została podjęta zbyt pochopnie, pod wpływem emocji, które – jak sam zaznaczył – nie powinny odgrywać roli w interpretacjach archeologicznych. Zwrócono też uwagę, że tytuły niektórych materiałów prasowych, szczególnie drugiej fali, nie odzwierciedlały w pełni stanowiska muzeum, a sam temat zaczął żyć własnym życiem – czego skutków nie dało się już zatrzymać.
Powtarzając zastrzeżenie ze wstępu: ta historia nie została opisana po to, by kogokolwiek oskarżać, lecz by pokazać, jak nie prowadzić komunikacji naukowej – i jak łatwo popełnić błędy, które potem trudno naprawić. Tego typu przypadki medialnej fali widzieliśmy jako redakcja „Archeologii Żywej” niejednokrotnie. A raz utrwalony, błędny obraz rzadko daje się w pełni odkręcić, niezależnie od późniejszych sprostowań.
Zakończenie
Sztylet z Kamienia Pomorskiego nie jest bezwartościowy. Wedle opinii ekspertów najbardziej prawdopodobne jest, że stanowi ciekawy przykład rzemiosła z XVIII lub XIX wieku, luźno nawiązującego do dawnych form. Nic jednak na chwilę obecną nie wskazuje, aby był to „rytualny artefakt z epoki halsztackiej” ani „kalendarz solarny”.
Nauka nie potrzebuje bajek. Potrzebuje rzetelności.
Źródła: profil Facebook Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej, TVP3 Szczecin, Fakty TVN, TVN24, Polskie Radio, TVP World, WP Wiadomości, Interia, Fakt, Focus, RMF24, o2.pl, Dzieje.pl, Nauka w Polsce, Wprost, Polska Agencja Prasowa, Heritage Daily, National Geographic, Historykon i inni

Radosław Biel
Archeolog, doktor nauk inżynieryjno-technicznych, popularyzator. Pierwsza osoba, z którą powinno się kontaktować w sprawie patronatów i ewentualnej współpracy z „Archeologią Żywą”. Post-doc w Katedrze Antropologii Instytutu Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół kultury materialnej późnego średniowiecza i wykorzystania nowoczesnych technologii w archeologii. Pasjonat multimediów i gier komputerowych. Prowadzący cyklu cotygodniowych popularnonaukowych webinarów pt. „Kontekst”
to nie jest jednorazowy popis tego „muzeum” i dyrektora Grzegorza Kurki. Może warto cofnąć się do starszych artykułów, np. o słynnej muszli pielgrzyma, której znalezienia kontekstu jakoś silnie zawsze unikano – współczesny gruz 😉