Kodeks Synajski

Bezcenne teksty biblijne skrywały cele mnichów i kosz na śmieci w klasztorze św. Katarzyny na Synaju. Możliwość przekonać się o tym miał Konstantin von Tischendorf. Manuskrypt okazał się być jednym z dwóch najcenniejszych rękopisów „Nowego Testamentu”.

Był rok 1844, kiedy młody badacz niemiecki Konstantin von Tischendorf wyruszył na objazd klasztorów i kościołów Bliskiego Wschodu. Poniekąd motywowany zazdrością wobec uczonych, którym udawało się przywieźć z tych terenów cenne rękopisy, sam również liczył na spektakularne znaleziska. Wcześniej przez cztery lata pracował w europejskich bibliotekach, jednak bez większych rezultatów.

NEWSLETTER
Dołącz do grona miłośników Archeologii Żywej! Podaj nam swojego maila, a powiadomimy Cię o najważniejszych wydarzeniach i informacjach.
My także nienawidzimy bałaganu w skrzynce pocztowej, dlatego nikomu nie sprzedamy Twojego adresu.

Pewnego dnia zawitał do klasztoru św. Katarzyny u stóp Dżabal Musa – Góry Mojżesza, zwanej w Biblii Synajem. Do klasztoru prawosławnych mnichów greckich można było dostać się jedynie w koszu opuszczanym z wysoko położonego okna. Buszując po klasztornej bibliotece Tischendorf odnalazł kilka ciekawych rękopisów. Jednak największe odkrycie czekało go … w koszu na śmieci. Sam tak wspomina tę niewiarygodną chwilę: „Pośrodku rozległej sali zauważyłem duży i szeroki kosz pełen starych pergaminów, które były przeznaczone na podpałkę. Bibliotekarz powiedział, że spalono już dwie sterty takich zapleśniałych ze starości szpargałów. Jakież było moje zdumienie, gdy w stosie papierów znalazłem znaczną liczbę stron greckiej kopii „Starego Testamentu”, w moim przekonaniu jednej z najstarszych, jakie kiedykolwiek widziałem”.

Badacz mimochodem wspomniał mnichom, że te karty – a znalazł ich w sumie sto dwadzieścia – zainteresowały go i chciałby je kupić. Sądził, że jeśli nie ujawni przypuszczalnej wartości znaleziska, mnisi szybko się zgodzą. Ci jednak zaczęli podejrzewać, że pergaminy mogą być znaczące, więc ostatecznie udało mu się utargować czterdzieści trzy karty. Ocalone z kosza ze śmieciami rękopisy trafiły jako dar do króla Saksonii, który złożył je bibliotece w Lipsku. Sam Tischendorf natomiast opublikować znalezione teksty już dwa lata później. Datując je na IV wiek, nie zdradził ich pochodzenia.

„Spać byłoby świętokradztwem”

W 1853 roku niemiecki badacz powtórnie stanął u drzwi klasztoru św. Katarzyny. Miał zamiar zapoznać się z treścią pozostałych kart kodeksu, który nota bene przypuszczalnie był już widziany wcześniej przez podróżnika Vitaliano Donati. Włoch tak zanotował w swoim pamiętniku w roku 1791: „W tym klasztorze znalazłem liczne pergaminowe kodeksy … wśród nich takie, które mogą pochodzić sprzed VII wieku, zwłaszcza jedna Biblia na pięknym pergaminie, pisana wielkimi, cienkimi, kwadratowymi i okrągłymi literami; ponadto przechowywany w kościele ewangeliarz grecki, pisany złotymi literami, powinien być bardzo stary”.

Natomiast rok po pierwszej wizycie Tischendorfa na Synaju kodeks trafił do rąk archimandryty Porfiriusza Uspienskiego, późniejszego biskupa Kijowa, który tak wspominał zetknięcie z księgą: „Pierwszy rękopis, zawierający niepełny „Stary Testament” i pełny „Nowy Testament” z „Listem Barnaby” oraz „Pasterzem Hermasa”, sporządzony został na najcieńszym, białym pergaminie… Litery w nim są bardzo podobne do cerkiewno-słowiańskich. Ich układ jest prosty i nieprzerwany. Ponad słowami brak przydechów i akcentów, a wyrazy nie są oddzielane żadnymi znakami interpunkcyjnymi prócz kropek. Cały święty tekst pisany jest stychometrycznie w czterech i dwóch kolumnach, i tak nieprzerwanie, jak gdyby jedno długie wyrażenie ciągnęło się od kropki do kropki”.

Ku zdziwieniu Tischendorfa, wokół odnalezionych przez niego pergaminów, które pozostały wśród mnichów, panowała zgoda milczenia. Udało mu się odnaleźć zaledwie skrawek karty z kilkoma wersetami „Księgi Rodzaju”. Tischendorf obawiał się, że reszta została spalona i rozgoryczony opuścił Synaj.

Powrócił tu sześć lat później. Jednemu z mnichów podarował opublikowany przez siebie egzemplarz „Septuaginty”, czyli greckiego tłumaczenia „Biblii Hebrajskiej”. Niczym nie zaskoczony zakonnik odpowiedział: „Ja też mam Septuagintę”, i wręczył uczonemu owinięty w czerwone płótno kodeks, wiszący nad drzwiami jego celi. Tischendorf natychmiast rozpoznał znajome karty, do których dołączono także inne. Kodeks obejmował większość „Starego Testamentu” i cały „Nowy Testament”. Mnisi jednak nie chcieli ani sprzedać kodeksu, ani wypożyczyć go na dłużej. Opatrznościowo Tischendorf spotkał niedługo potem w Kairze opata klasztoru św. Katarzyny i udało mu się go namówić na dokładne zbadanie rękopisu. W przeciągu dwóch miesięcy uczony i dwaj jego przyjaciele skopiowali sto dziesięć tysięcy wierszy. „Spać byłoby świętokradztwem” – wspominał tamten czas sam Tischendorf.

Klasztor św. Katarzyny na Synaju (fot. Tomasz Stępnik/Wydawnictwo „TUM”)

Kodeks Synajski

Kodeks skopiowany przez Tischendorfa i jego przyjaciół zawiera cały „Nowy Testament” i dużą część „Starego Testamentu”, w tłumaczeniu greckim w wersji „Septuaginty”. Należy do tzw. tradycji aleksandryjskiej i pisany jest uncjałą, czyli jednym z typów pisma używanych w kodeksach między czwartym a dziesiątym stuleciem. Jest to rodzaj pisma majuskulnego. Wykorzystane skóry były pochodzenia owczego i koziego, natomiast atrament – koloru czarnego i brązowego; jedynie tytuły poszczególnych psalmów i „Pieśni nad pieśniami” wyróżniono na czerwono. Nad manuskryptem pracowało trzech skrybów i przynajmniej czterech korektorów.

Pisali bez podziału na słowa i zdania, bez znaków przystankowych (scriptio continua). Nomina sacra, czyli „święte imiona” pisano bądź w całość, bądź w skrótach (np. zamiast Jesous pisano JS). Ciekawostką jest to, że „Kodeks Synajski” jako jedyny z odnalezionych został napisany w czterech kolumnach. Każda kolumna liczy 48 wierszy, w których zapisano od 12 do 14 znaków. Jedynie księgi poetyckie „Starego Testamentu” – jak wspomniano wyżej – pisane są tzw. stychometrem w dwóch kolumnach.

„Kodeks Synajski” uchodzi obok „Kodeksu Watykańskiego” za najważniejszy rękopis „Nowego Testamentu” i trzeci co do ważności, gdy chodzi o tekst „Septuaginty”. Oprócz ksiąg tłumaczonych z hebrajskiego, które dostały się do kanonu „Biblii Hebrajskiej”, kodeks zawiera także księgi deuterokanoniczne oraz apokryfy: „Drugą Księgę Ezdrasza”, „Księgę Tobiasza”, „Księgę Judyty”, cztery „Księgi Machabejskie”, „Księgę Mądrości” i „Księgę Syracha”. Na końcu „Nowego Testamentu” załączono apokryficzny „List Barnaby” oraz wczesnochrześcijański utwór zatytułowany „Pasterz Hermasa”. Całość liczyła prawdopodobnie siedemset trzydzieści kart pergaminu, których przybliżone wymiary to 37 na 34 centymetry.

Badacze nie są zgodni co do miejsca powstania manuskryptu. Dziś przeważa opinia, że powstał on w IV wieku w Egipcie (np. w Aleksandrii) lub w Cezarei Nadmorskiej w Palestynie. W 332 roku cesarz Konstantyn zlecił Euzebiuszowi z Cezarei przygotowanie pięćdziesięciu kopii „Biblii” dla potrzeb wspólnot kościelnych w Konstantynopolu. Do niedawna utrzymywano, że „Kodeks Synajski” jest jedną z nich, dziś jednak hipoteza ta została uznana za mało prawdopodobną.

Losy prezentu dla cara

Niemiecki badacz obawiał się pozostawić kodeks w rękach mnichów, a ponieważ ci byli lojalni wobec cara Rosji, ponoć nakłonił ich, by sprezentowali go możnowładcy Aleksandrowi II. W listopadzie 1859 roku trzysta czterdzieści siedem pergaminowych kart trafiło do Rosji, by w trzy lata później uświetnić wystawę zorganizowaną z okazji tysiąclecia państwa. Zanim jednak kodeks dotarł do kraju nad Wołgą, Tischendorf musiał użyć swych zdolności dyplomatycznych w Stambule, gdyż władze robiły pewne trudności z zezwoleniem na wywóz księgi. To dało badaczowi więcej czasu na opracowanie znaleziska, które zaowocowało czterema tomami „Bibliorum Codex Sinaiticus Petropolitanus”, wydanymi w 1862 roku. Już wtedy zaczęto mówić o znalezisku jako o „Kodeksie Synajskim”. Mijały lata. Gdy nastały rządy sowietów, ci nie byli zainteresowani tekstami biblijnymi. W ten sposób kodeks został zakupiony przez Muzeum Brytyjskie za sto tysięcy ówczesnych funtów. Transakcji dokonano dokładnie w Święta Bożego Narodzenia. W Sankt Petersburgu pozostały jedynie trzy niewielkie fragmenty kodeksu.

Nowe odkrycia w klasztorze św. Katarzyny

W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w klasztorze synajskim wybuchł pożar. Gdy przystąpiono do remontów kaplicy, mnisi odnaleźli starą celę. Jej sklepienie po prostu się zapadło, a oczom zakonników ukazały się dziesiątki starożytnych książek. Niektóre z nich liczyły ponad tysiąc lat. Pisane były po grecku, syryjsku, arabsku. Wśród nich znalazła się kopia „Iliady”, pochodząca z VIII wieku, zaopatrzona w tłumaczenie prozą na ówczesną grekę. Grecką „Księgę Rodzaju” datowano na piąte stulecie. Znaleziono także kilka kart brakujących w „Kodeksie Synajskim”.

To ostatnie odkrycie najbardziej ucieszyło zakonników. Przynajmniej tyle udało im się ocalić przed rękoma Tischendorfa! Mnisi z klasztoru św. Katarzyny uważają bowiem, że badacz przywłaszczył sobie kodeks, który jedynie wypożyczył od nich. Na dowód przedstawiany turystom wywiesili na murach klasztoru tłumaczenie listu Tischendorfa, w którym zobowiązuje się on do zwrotu pergaminowej księgi. Nie przetłumaczyli jednak dalszej korespondencji, z której jasno wynika, że zrzekli się praw do kodeksu.

(Archeologia Żywa nr 4 (56) 2011)

ŹleKiepskoŚrednioDobrzeWspaniale (Jeszcze bez ocen)

Loading...

Mariusz Rosik

Profesor Nauk Biblijnych
Home Page  Academia 

Pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego i Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Członek międzynarodowego stowarzyszenia Studiorum Novi Testamenti Societas z siedzibą w Cambridge. ...więcej →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 Udostępnień
Udostępnij
+1
Tweetnij
Udostępnij
Przypnij