Słowianie a Wandalowie i inni Germanie Wschodni | AŻ

Słowianie a Wandalowie i inni Germanie Wschodni – etnolingwistyczne początki naszej ery

  • 862
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kto mieszkał na ziemiach dzisiejszej Polski w pierwszych wiekach naszej ery? Skąd wzięli się Słowianie i kim byli Germanie Wschodni? Przy okazji dyskusji pod wpisem o skarbie spod Hrubieszowa padło pytanie o tożsamość ludności zamieszkującej dzisiejsze ziemie polskie w okresie rzymskim. Okazuje się, że etykietki takie jak „Słowianie” lub „Germanie” są przede wszystkim językoznawcze. Co to znaczy?

Nie należy takich etykietek automatycznie przeklejać na wszystkie aspekty tożsamości ludzkiej albo na cechy genetyczne, choć zarówno elementy kultury, jak i dziedzictwo biologiczne są często – ze zrozumiałych przyczyn – skorelowane z używanym językiem. Trudno by jednak było poszukiwać na przykład „znaczników indoeuropejskich”, porównując DNA Syngaleza ze Sri Lanki, Portugalczyka i Afroamerykanina z USA, aczkolwiek wszyscy wymienieni posługują się językami z tej samej rodziny (indoeuropejskiej). Czasem jednak trudno uniknąć takiego przenoszenia, zwłaszcza jeśli mimo zmiany języka zachowuje się ciągłość tożsamości innego rodzaju (np. Irlandczyk mówiący po angielsku nadal uważa się za Irlandczyka i za „Celta”).

Germanie Wschodni a sprawa polska

Języki germańskie dzielą się u podstawy swojego drzewa rodowego na dwie grupy, których drogi rozeszły się około 2 tys. lat temu: wschodnią i północno-zachodnią. Do drugiej grupy należą wszystkie współczesne języki germańskie. Uległa ona w pierwszych wiekach naszej ery podziałowi na języki skandynawskie i zachodniogermańskie; te drugie z kolei można podzielić na rozległe kontinuum dialektów wysokoniemieckich i tzw. języki ingweońskie, w swojej wczesnej historii zgrupowane geograficznie w sąsiedztwie Morza Północnego; z tej grupy wywodzi się m.in. język angielski. Trzeba pamiętać, że kiedy mówimy o „Germanach” zamieszkujących Polskę w okresie rzymskim, to nie mamy na myśli przodków Niemców, Szwedów czy Anglików, tylko wymarły wschodni odłam grupy germańskiej, dość odrębny językowo i kulturowo od pozostałych. Nawet Rzymianie, którzy w czasach Juliusza Cezara pierwsi użyli nazwy Germānī na określenie ludów Europy Północnej niebędących Celtami, nie byli pewni, jak klasyfikować mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, a w szczególności, gdzie kończy się „Germania”, a zaczyna „Scytia” (o Bałtosłowianach nie wiedzieli praktycznie nic).

Języki Gotów, Wandalów, Burgundów i innych ludów wschodniogermańskich udokumentowane są szczątkowo. Ostrogocki przekład Biblii z końca IV w., autorstwa ariańskiego biskupa Wulfili, jest jedynym większym tekstem w jakimkolwiek dialekcie tej grupy; nawet napisów runicznych z obszarów wschodniogermańskich jest niewiele i są one wyjątkowo fragmentaryczne. Domniemany reliktowy dialekt ostrogocki z Krymu (wymarły i zachowany tylko w postaci listy słów z XVI w., sporządzonej przez flamandzkiego dyplomatę), nie był bezpośrednim potomkiem literackiego gockiego; mógł też ulec wpływom niemieckim, choć zachował diagnostyczne cechy wschodniogermańskie.

Codex Argenteus, zawierający przekład Biblii – jedyny zachowany obszerny tekst w języku gockim. Biblioteka Uniwersytetu w Uppsali.

Zachowane imiona wodzów i władców gockich czy wandalskich są niewątpliwie wschodniogermańskie. Na przykład król Gejzeryk (Gaisericus, germańskie *gaiza-rīk-s, o dosłownym znaczeniu ‘włócznio-władca’) zachował w swoim imieniu pragermańskie (i wschodniogermańskie) *z, które w językach północno-zachodnio-germańskich rozwinęło się wcześnie w spółgłoskę płynną utożsamioną z odziedziczonym *r (stąd nazwy włóczni w języku staro-wysoko-niemieckim, staroangielskim i staroislandzkim: odpowiednio gēr, gār, geirr). Podobne rozumowanie odnosi się do nazwy plemienia Hasdingów, do którego należał Gejzeryk, a które stanowiło część większego kompleksu etnicznego, określanego nazwą Wandalów. W nim także utrzymanie nieprzekształconej zbitki *zd jest cechą wschodniogermańską.

Przykład Gejzeryka pokazuje też ruchliwość i zmienność grup etnicznych w okresie wielkich migracji. Gejzeryk urodził się w Panonii około roku 389. Niewątpliwie znał język wandalski jako ojczysty, ale kiedy obejmował tron w roku 428, jego lud zamieszkiwał już południową Hiszpanię, skąd wkrótce pod wodzą tegoż Gejzeryka dokonał podboju Afryki Północnej. Wandalowie założyli tam potężne państwo z centrum politycznym w Kartaginie (spacyfikowane przez Bizancjum sto lat później). Podczas wędrówek przez zromanizowane obszary rozpadającego się imperium – Galię, Iberię i rzymską Afrykę – Wandalowie mieszali się z miejscową ludnością i sami ulegali romanizacji, tak jak wcześniej ulegli chrystianizacji (w odmianie ariańskiej). W państwie Wandalów większość poddanych używała afrykańskiej łaciny lub języków berberyjskich, w użyciu mógł być jeszcze nawet język punicki (wprowadzony przez Fenicjan). Gejzeryk żył wyjątkowo długo (zmarł w roku 477) i zapewne reprezentował ostatnie pokolenie mówiące po wschodniogermańsku, choć elita jego państwa nadal nosiła tradycyjne germańskie imiona i uważała się za Wandalów. Podobnie rzecz się miała ze wschodniogermańskim Wizygotami i zachodniogermańskimi Swebami w Iberii. Zachowali oni przez kilka pokoleń swoją tradycyjną tożsamość jako elita lokalnych organizacji państwowych, ulegając jednak szybkiej asymilacji językowej (i oczywiście genetycznej). A jak sytuacja etniczna wyglądała w Polsce w pierwszych stuleciach naszej ery?

Historię ludów wschodniogermańskich przed ich pojawieniem się w kręgu żywego zainteresowania Rzymian rekonstruujemy za pomocą danych pośrednich: dość niejasnych informacji przekazanych przez geografów starożytnych (Strabon, Tacyt, Ptolemeusz); ustnej tradycji plemiennej, z której korzystało kilku historyków VI w. (przede wszystkim Kasjodor i Jordanes); danych archeologicznych (bardzo pomnożonych w ubiegłych dziesięcioleciach); najstarszej warstwy toponimii (nazwy rzek, wysp itp.).

Centrum ekspansji ludów germańskich w ostatnich wiekach przed naszą erą była południowa Skandynawia, okolice Półwyspu Jutlandzkiego i wyspy zachodniej części Morza Bałtyckiego. Dość wcześnie – jeszcze przed podziałem na znane nam podgrupy językowe – ludy germańskie lub „paragermańskie”, jak Skirowie, Bastarnowie, Cymbrowie i Teutoni, podejmowały dalekie wędrówki na południe i wschód, w stronę Italii, Karpat i dolnego Dunaju; zajmowały też systematycznie teren późniejszej „Germanii” i dzisiejszej Polski. Odbywało się to kosztem ludów celtyckich, ale także innych grup indoeuropejskich, trudnych do bliższego zidentyfikowania. Dopiero w czasie podboju Galii w I w. p.n.e. Rzymianie zdali sobie jasno sprawę, że oprócz Celtów na zachodzie i Scytów na wschodzie na północy Europy żyją ludy nie mówiące ani po celtycku, ani po irańsku.

W tym czasie następował już podział germańskiej wspólnoty językowej na odrębne języki albo przynajmniej na część wschodniogermańską i północno-zachodnio-germańską. Znaczną część Polski poza Pomorzem zajmowała duża federacja plemienna znana w źródłach historycznych jako Lugiowie, związana z archeologiczną kulturą przeworską. Kultura ta rozwinęła się ok. III w. p.n.e. i być może pierwotnie obejmowała różne grupy etniczne, w tym resztki środkowoeuropejskich Celtów, jednak 2000 lat temu dominowali w niej Germanie, podzieleni na kilka plemion, ale obejmowani wspólną nazwą Wandalów (prawdopodobnie od germańskiego słowa *wandila-, oznaczającego ‘wędrowca’). W późniejszym okresie określenie Wandalowie wypiera wcześniejszą nazwę Lugiów, oznaczającą być może po prostu ‘związek, sprzysiężenie’ i spokrewnioną z germańskim słowem *leugō (goc. liuga ‘małżeństwo’) oraz celtyckim *lugijom (staroirl. luige ‘przysięga’). Lugiowie/Wandalowie utrzymywali dalekie kontakty z Rzymem poprzez handel, poselstwa i udział w wojnach na pograniczu imperium (np. w tzw. wojnach markomańskich). Wspomniany na początku hrubieszowski skarb monet rzymskich w rękach Wandalów nie budzi zdziwienia.

Na północ od kultury przeworskiej, głównie na Pomorzu Nadwiślańskim, uformowała się w I w. n.e. kultura wielbarska, z wyraźnymi wpływami skandynawskimi. Według tradycji gockiej elita społeczna Gotów przybyła ze Skandynawii i kontrolowała na południowym wybrzeżu Bałtyku terytorium nazywane przez Jordanesa Gothiskandza (germ. *gutiska-andija-, czyli mniej więcej ‘gocka rubież’). Nazwą własną Gotów było Gutans (*gutaniz) lub Gutþiuda (*guta-þeudō). W II–III w. n.e. Goci zaczęli zajmować rzadziej zaludnione tereny wschodniej Polski, częściowo wypierając z nich militarnie Wandalów. W tym czasie powstał silny ośrodek gocki w Kotlinie Hrubieszowskiej.

Dalsza ekspansja zaprowadziła Gotów na Ukrainę, stepy czarnomorskie i w okolice ujścia Dunaju. Tam wreszcie znaleźli się w bezpośrednim sąsiedztwie imperium rzymskiego i zaczęli być dostrzegani przez antycznych geografów i kronikarzy. Podzielili się także na dwa główne odłamy: Ostrogotów na wschód i Wizygotów na zachód od Dniestru. Państwo Ostrogotów rozciągało się od Donu do Dniestru. Rządziła nim ambitna i ciesząca się wielkim autorytetem dynastia Amalów. Upadło ono około roku 375, za panowania króla Ermanaryka, wskutek najazdu Hunów. Część Gotów przyłączyła się do zwycięzców, a zarówno Ostrogoci, jak i Wizygoci brali następnie bardzo aktywny udział w „wędrówkach ludów”, które doprowadziły do upadku imperium rzymskiego.

Wandalowie także w większości wyemigrowali z obszaru Polski. Po wyniszczających konfliktach z Gotami, toczonych od końca II do IV w. n.e., a także wskutek wędrówek ludów, nacisku Hunów i nadarzającej się okazji do skorzystania z osłabienia władzy rzymskiej, przenieśli się bliżej granic imperium, w Karpaty i do Panonii (na tereny znane im z wcześniejszych wypraw w czasie wojen markomańskich), a następnie wyruszyli na zachód. Jak już wiemy, zatrzymali się dopiero w Afryce Północnej.

Około 5,5 kg – tyle waży skarb znajdujący się w hrubieszowskim Muzeum (fot. Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie)

A co ze Słowianami w Polsce?

Nie dysponujemy dowodami, że Słowianie (w sensie etnolingwistycznym) zamieszkiwali dzisiejsze ziemie Polski w czasach rzymskich, przed okresem „wędrówek ludów”. Nie oznacza to, że obszar występowania języków słowiańskich nie mógł sięgać tak daleko na zachód, jednak po prostu brak na to wyraźnych świadectw.

Indoeuropejskie grupy językowe wywodzące się z północnej części Europy, w tym języki bałtosłowiańskie i germańskie, a także italskie i celtyckie, wykazują wiele zbieżności (zwłaszcza słownikowych) wskazujących na długotrwałe sąsiedztwo i sieć kontaktów; dotyczy to jednak zamierzchłych czasów na długo przed okresem rzymskim. Zanim zaczęła się ekspansja grupy germańskiej (w ostatnich stuleciach przed naszą erą), przodkowie języków germańskich i bałtosłowiańskich byli rozdzieleni przez inne, wymarłe wspólnoty językowe, których pokrewieństw możemy się tylko domyślać, analizując na przykład najstarsze warstwy zachowanych toponimów, czyli nazw geograficznych. Należą tu przede wszystkim archaiczne nazwy wodne (hydronimy), których nie można przypisać Germanom, Bałtom, ani Słowianom. Ślady toponimii germańskiej występują na dużym obszarze Polski, natomiast wśród najstarszych nazw brak takich, które można uznać za słowiańskie. Estowie (Aesti) opisani przez Tacyta jako lud wydobywający bursztyn nad wschodnim Bałtykiem, byli z dużym prawdopodobieństem bałtyjskojęzyczni, ale nawet to jest bardziej domysłem niż solidną wiedzą.

Istnieją natomiast przekonujące dowody językowe na kontakty Słowian najpierw z ludami irańskimi dominującymi w czasach antycznych na stepach czarnomorskich (ich wpływy w I tysiącleciu p.n.e. sięgały do Podkarpacia), a następnie – na intensywne kontakty ze wschodnim odłamem Germanów, które można wyjaśnić sąsiedztwem i relacjami kulturalnymi w czasie migracji Gotów i Gepidów z północnej Polski na południowy wschód Europy. Zapożyczeniami przejętymi przez Prasłowian od Germanów w tym wczesnym okresie są między innymi tak podstawowe wyrazy ogólnosłowiańskie jak *xlěbъ ‘chleb’ (pragerm. *xlaibaz) i *melko ‘mleko’ (pragerm. *melk– ‘doić’), nie mówiąc o słownictwie bardziej wyrafinowanym, jak *userędzь‘kolczyk’ (← *ausa-xringaz, dosłownie ‘pierścionek uszny’) lub *lěkъ‘lek’ (← *lēkijaz ‘lekarz’). Także pewna liczba wyrazów łacińskich i greckich dostała się do języka prasłowiańskiego nie bezpośrednio z łaciny lub bizantyjskiej greki, ale za pośrednictwem germańskim (łac. asellus ‘osiołek’ → goc. asilus → prasłow. *osьlъ; łac. caesar jako tytuł imperatorów rzymskich → goc. kaisar → *cěsarь lub *cesarь). W drugą stronę – z języków słowiańskich do gockiego – zapożyczenia są skrajnie rzadkie: jedynym oczywistym przykładem w biblijnym gockim jest plinsjan ‘tańczyć’ (z prasłow. *plęsati). Taka asymetria zapożyczeń jest zrozumiała, jeśli jeden z języków reprezentuje bardziej ekspansywną kulturę i odgrywa rolę nosiciela innowacji cywilizacyjnych.

Mapa wpływów językowych i etymologii starych nazw rzecznych wskazuje na pierwotną lokalizację grupy bałtosłowiańskiej na wschód od dzisiejszej Polski. Przodek języków słowiańskich zajmował według tego scenariusza południowe peryferie obszaru bałtosłowiańskiego – mniej więcej dorzecze środkowego Dniepru i Prypeci. Na południu graniczył z obszarem silnych wpływów irańskich, na zachodzie zaś nawiązał kontakt z językami germańskimi w okresie ich ekspansji na południowy wschód. Kontakt ten nasilił się, kiedy wschodni Germanie osiedlili się na obszarze czarnomorskim, stając się zarazem łącznikiem między imperium rzymskim a Europą Północną. Językowych przodków Słowian z tego okresu można kojarzyć z archeologiczną kulturą zarubiniecką, która tylko nieznacznie zachodziła na współczesny obszar Polski (fragment Wyżyny Wołyńskiej), oraz późniejszymi kulturami, które wykształciły się na jej podłożu.

Ekspansja terytorialna języków słowiańskich miała miejsce w V–VIII w. n.e., po unicestwieniu przez najazd Hunów państwa Ostrogotów. Ważną rolę odegrało w niej przyłączenie się Słowian w VI w. do kolejnej inwazji ludów stepowych (Awarów) i ich udział w stworzeniu tzw. kaganatu awarskiego. Jako poddani lub sojusznicy Awarów – przy tym łatwo uniezależniający się od ich zwierzchnictwa – Słowianie byli bardzo aktywnymi uczestnikami kolonizacji Bałkanów, regionu karpackiego i Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy także stali się znani jako zespół grup etnicznych kronikarzom i geografom wczesnośredniowiecznym.

Już w VI–VII w. wyrósł w Europie Środkowej cały łańcuch nowych kultur archeologicznych (kultura praska i pochodne) wiązanych z obecnością Słowian i wypełniających „pustkę osadniczą” powstałą wskutek wędrówek ludów. Pustka ta nie była oczywiście absolutna. Na przykład resztki kultury przeworskiej i wielbarskiej utrzymały się mimo masowej migracji Wandalów i Gotów aż do połowy V w. Odziedziczenie przynajmniej części nazw miejscowych nie byłoby możliwe, gdyby nie kontakty ze starszymi mieszkańcami zajmowanych przez Słowian terenów, połączone z ich asymilacją językową i kulturalną, a przy okazji częściowym utrzymaniem ciągłości genetycznej. Niemniej z archeologicznego punktu widzenia między kulturami poprzedzającymi pojawienie się Słowian a słowiańskimi istnieje wyraźna nieciągłość.

Do VIII w. grupa dialektów zachodniosłowiańskich ustabilizowała się na znacznej części obszaru Polski (z wyjątkiem terytoriów zachodniobałtyjskich w Polsce północno-wschodniej), a także Słowacji, Czech i wschodnich Niemiec aż po Łabę i Soławę. Oczywiście był to fragment o wiele rozleglejszego obszaru wczesnej Słowiańszczyzny, która rozciągała się w tym czasie od Bałkanów po górną Wołgę.

Żaden naród dojrzały, pewny swojej wartości i zdolny do przyglądania się własnej przeszłości z krytycznym dystansem, nie ma powodu trzymać się kurczowo mitów o odwiecznym autochtonizmie ani dodawać sobie splendoru za pomocą urojonej, pseudonaukowej wersji dziejów, jak np. w popularnej ostatnio mocarstwowej, nacjonalistycznej mitologii „Wielkiej Lechii”. W dalekiej przeszłości odbywały się migracje grup etnicznych i ekspansja lub zanik kultur. Języki ewoluowały, dając początek nowym językom potomnym albo wymierając. Nawet Grecy czy Baskowie nie zamieszkują swoich ojczyzn od początku świata. Prehistoria dzisiejszych ziem polskich jest barwna i w fascynujący sposób powiązana z dziejami całego kontynentu. Na przykład epickie wędrówki Gotów i Wandalów nic nie tracą na tym, że nie byli oni naszymi przodkami w sensie etnolingwistycznym. Są częścią pradziejów Polski i w tym sensie możemy ich historię uznać za część własnego dziedzictwa, tak jak Etruskowie stali się częścią historii starożytnego Rzymu, a następnie Włoch. Jesteśmy odpowiedzialni za materialne ślady ich obecności, a nasi archeolodzy mają szczególnie dobre warunki do badania tych śladów. Zachęcam zatem, żeby interesować się pradziejami bez uprzedzeń i dzielenia starożytnych ludów na „nasze” i „obce”. Prawdziwa historia jest o wiele ciekawsza niż fantazje nieliczące się z ustaleniami badaczy.

Choć w swoim czasie spierano się zaciekle o prasłowiańskość lub pragermańskość Biskupina, nie był on jednym ani drugim (fot. Fazer [CC BY-SA 2.5] via Wikimedia Commons)
Dr hab., profesor UAM | strona

Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, językoznawca historyczny i kierownik Zakładu Języków Starogermańskich Wydziału Anglistyki UAM. Zajmuje się między innymi teorią zmian językowych i historią języków germańskich oraz indoeuropejskich.

A może jeszcze...

  • Pszczoły i ludziePszczoły i ludzie Pszczoły należą do zwierząt, które zwykliśmy określać żywymi skamielinami – zamieszkiwały Ziemię już w czasach dinozaurów. Niestety, wiele wskazuje, że ery ludzi nie uda im się […]
  • Kultura pucharów dzwonowatych i ich fenomenKultura pucharów dzwonowatych i ich fenomen Od kilku stuleci w różnych częściach Europy, od Atlantyku po Polskę, od Szkocji do Sycylii, a nawet w północnej Afryce archeolodzy odkrywają bardzo podobne do siebie groby. Skurczonym, […]
  • Jak wyglądał wikiński pochówek w prawie 20-metrowym statku? [REKONSTRUKCJA]Jak wyglądał wikiński pochówek w prawie 20-metrowym statku? [REKONSTRUKCJA] Odkryty w 2018 roku statek wikingów znajdujący się wewnątrz kurhanu doczekał się wspaniałej wizualizacji. Historia tego odkrycia to przykład świetnej współpracy na każdym […]
  • Rzadki typ pochówku germańskiego odkryty w NezabylicachRzadki typ pochówku germańskiego odkryty w Nezabylicach W wiadrze z brązu znajdowały się spopielone szczątki osoby zmarłej ok. 2 tys. lat temu. Odkrycia dokonali polscy archeolodzy w czasie wykopalisk w Nezabylicach w północno-zachodnich […]
  • Odkryto najstarsze szczątki Homo sapiens w EuropieOdkryto najstarsze szczątki Homo sapiens w Europie Zęby, kości, ozdoby i narzędzia krzemienne z jaskini Bacho Kiro we współczesnej Bułgarii ujawniły, że według najnowszych badań pierwsi Homo sapiens pojawili się w Europie nawet 47 000 lat […]
  • KTB 1: wikingowie w Polsce – Jakub MorawiecKTB 1: wikingowie w Polsce – Jakub Morawiec Kto nie słyszał choć raz o wikingach oraz o tym, że byli w Polsce? Ale czy naprawdę tu byli, a jeśli tak to po co? By dowiedzieć się jak najwięcej na temat obecności wikingów we […]

  • 862
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

6 komentarzy do wpisu „Słowianie a Wandalowie i inni Germanie Wschodni – etnolingwistyczne początki naszej ery”

  1. Tekst całkiem ciekawe napisany. Można pogratulować, nawet z pewnymi zastrzeżeniami, co do identyfikacji Wandalów z Lugiami i kulturą przeworską, ale o tym można by dyskutować. Mam natomiast pytanie do Profesora Gąsiorowskiego jako do językoznawcy germanisty. Czy model zakładający wyróżnienie z języka protogermańskiego dwóch odrębnych grup: wschodniej (gocka) i północno-zachodniej (skandynawskie i kontynentalne) jest jedynym możliwym modelem rozwoju tej grupy indoeuropejskiej. Czy możliwy jest inny model zakładający, że tzw. języki wschodniogermańskie (gocki) to po prostu znana tylko z gockich zabytków wcześniejsza faza rozwojowa języków germańskich. Czy ówczesny język zabytków runicznych z Jutlandii i Skandynawii z IV, V, VI w. wykazuje już regionalną odmienność od gockiego? I co z tezą Mańczaka, że najbliższym krewnym gockiego wśród dialektów i języków germańskich jest dziś bawarski?

    Odpowiedz
  2. Autorowi radzę zapoznać się z pracą Frederika Kortlandta, profesora lingwistyki deskryptywnej i porównawczej uniwersytetu w Lejdzie z 2018 r., „The expansion of the Indo-European languages”. Jego zdaniem, „Basen Karpat [Panonia] był ewidentnie kolebką kultury sznurowej, gdzie potomkowie Yamnaya zmieszali się z lokalnymi rolnikami, zanim udali się na północ. […] Te [dwie społeczności] mogły stać się przodkami Bałtosłowian”. Warto w tym miejscu przypomnieć, że holenderski profesor opisuje wydarzenia z okresu zaczynającego się 3 200 lat p.n.e. i wskazuje Panonię jako punkt wyjściowy procesu, który miałby stworzyć wspólnotę bałtosłowiańską. Dalej Kortland zauważa: „Nie ma dowodów na wcześniejsze kontakty między ludami germańskimi i słowiańskimi i nie ma śladów wcześniejszej obecności germańskiej na wschód od rzeki Łaby. Wydaje się, że Bałtowie nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z plemionami germańskimi, ponieważ nastąpiła migracja lechicka [w oryginale: ‚Lechitic (Polish + Pomoranian + Polabian) migration’] na północny zachód”. Holenderski lingwista przytacza też ustalenie swojej rodaczki Saskii Pronk-Tiethoff , slawistki z także lejdejskiego uniwersytetu, że nie ma zapożyczeń protogermańskich w języku prasłowiańskim oraz dodaje od siebie, że Goci nigdy nie mieszkali nad brzegiem Bałtyku. Natomiast wspólne słownictwo w mowie Bałtów i Słowian kształtowało się pomiędzy Sanem i Wisłą niezależnie od języków używanych na zachód od Łaby. Według pracy Kortlandta, teren między Wisłą a Łabą w czasach powstawania kultury sznurowej zajmowali Wenedowie („Venedi/Venethi”). Dzięki nim w językach indoeuropejskich miał znaleźć się zasób słów wspólnych dla indosłowiańskich i italoceltyckich, nie pochodzących z tych języków. Pisze, że „możemy następnie zidentyfikować ekspansję wenedzką wraz z rozprzestrzenianiem się horyzontu kultury sznurowej„. Jednocześnie Kortlandt wnioskuje, że ekspansję wenedzką (z III tys. p.ne.) można kojarzyć z rozprzestrzenianiem się kultury sznurowej i migracją bałtosłowiańską na Zachód w ramach wspólnego kompleksu kulturowego.
    Teraz legenda światowej lingwistyki – były prezes „Atlas linguarum Europae” przy UNESCO i konsultant IBM ds. zaawansowanych badań w dziedzinie lingwistyki komputerowej. Były (zmarł w zeszłym roku) profesor uniwersytetu w Utrechcie – Mario Alinei. W pracy „The Slavic Ethnogenesis in the framework of the Paleolithic Continuity Theory” pisze:
    „Całkowicie absurdalna teza o tak zwanym ‚późnym przybyciu’ Słowian do Europy musi zostać zastąpiona przez scenariusz słowiańskiej ciągłości od paleolitu, a wzrost demograficzny i ekspansję geograficzną Słowian można wytłumaczyć o wiele bardziej realistycznie, poprzez nadzwyczajny sukces, ciągłość i stabilność neolitycznych kultur Europy Południowo-Wschodniej (jedynych w Europie, który spowodowały powstanie telli)”.
    Włoski lingwista stwierdza też:
    „Jak możemy zaakceptować ideę o przybyciu Słowian do Europy Środkowej i Południowej we wczesnym Średniowieczu z bagien Prypeci? Późne pojawienie się Słowian to hipoteza fantastyczno-naukowa. Ta hipoteza nie należy do poważnego naukowego myślenia. Czy taka niefortunna teza mogłaby być poważnie rozwinięta w XXI wieku, wraz z postępem dokonanym w tak wielu dziedzinach naukowych, jak archeologia, antropologia, językoznawstwo ogólne? I to bez jednego dowodu?”
    Alinei przeprowadza dowód na odsłowiańskie pochodzenie germańskiej nazwy „land” – ziemia. Kluczową rolę (w opanowaniu przez słowiańskich rolników ziem polskich) wyznacza kulturze lendzielskiej. Miała ona upowszechnić rolnictwo na północ od Panonii. Przeprowadza analizę starosłowiańskiego wyrazu „lędo” oznaczającego wolną ziemię (do zasiedlenia i uprawy). Następnie przytacza pochodzące od tej formy nazwy Polaków w kilkunastu, różnych językach – z powszechnie znanymi: ruskim Ljach, węgierskim Lengyel, ale także z arabskim Laudzaaneh i tatarskim Lah. W końcu z tego samego źródłosłowu wywodzi germańskie land (ląd). Tak więc upowszechnione przez Słowian określenie zdatnej do uprawy wolnej ziemi, świadczy o kierunku ekspansji rolnictwa i dowodzi pierwszeństwa Słowian. Podobnie wywodzi od prasłowiańskiego określenia piwo „olŭ” współczesne angielskie „ale” (piwo górnej fermentacji przygotowywane z udziałem drożdży), co dowodzi kto od kogo nauczył się tej technologii. Również „żyto” (prasłowiańskie „rŭžĭ”, staropolskie „reż”) było źródłem angielskiego „rye”. „Mąka” to także patent słowiański – od „mielivo” powstało niemieckie „mehl”. Świadczy to o tym, kto kogo uczył mielić zboża. Natomiast od słowiańskiego „ser” Alinei wyprowadza łacińskie „serum” (serwatka) co sugeruje skąd Rzymianie poznali serowarstwo – nic dziwnego, biorąc pod uwagę odkrycie pierwszych śladów serowarstwa na Kujawach. Podobną analizę przeprowadza włoski lingwista co do narzędzi rolniczych, dochodząc aż do form pochodnych we współczesnych językach romańskich i germańskich. Angielskie określenie kamienia (stone) pochodzi od słowiańskiej nazw kamiennego muru – „ściana” (czeskie „stena” > niemieckie „stein”). Zresztą nie tylko kamienne ściany Germanie mieliby przejąć od Słowian, ale w ogóle umiejętność budowy osad ludzkich. Słowiańskie grad/gard/grod to źródło germańskich gards/garðr.

    To tylko pierwsze z brzegu przykłady lingwistyczne (bowiem autor powyższego artykułu jest lingwistą). Są jeszcze dociekania językoznawców polskich, jak Witold Mańczak. I nade wszystko są wyniki paleogenetyczne wskazujące na zamieszkiwanie przodków współczesnych Polaków od Łaby do Bugu co najmniej od III tys. p.n.e. Wystarczy przytoczyć wybitnego amerykańskiego profesora Uniwersytetu Stanford, Petera Underhilla, który najliczniejszą haplogrupę współczesnych polskich mężczyzn lokuje w Odrowiślu od kultury świderskiej. Liczne późniejsze prace międzynarodowych zespołów genetyków potwierdziły, że posiadacze haplogrupy R1a są głównymi nosicielami języków indosłowiańskich.
    Tak więc komentowany artykuł jest co najmniej archaiczny i prezentujący – cytując Alinei’ego – hipotezy nie należące do poważnego naukowego myślenia.

    Odpowiedz
    • Praca Underhilla jest od co najmniej 5 lat, całkowicie nieaktualna, Underhill zresztą nie opierał się na kopalnym DNA, tylko na podstawie współczesnej mapy genetycznej, próbował odtworzyć jak to wyglądało w przeszłości. Cóż, mylił się. W 2015 opublikowano dane kopalnego DNA w pracy W. Haaka „Massive migration from the steppe is a source for Indo-European languages in Europe” która to praca udowodniła że ludy mówiące językami indoeuropejskimi (ale nie słowiańskimi, germańskimi, czy celtyckimi, bo te etnosy jeszcze się nie ukształtowały) przyszły do Europy w późnym neolicie. Przez następne 5 lat, opublikowano tyle danych kopalnego DNA że w zasadzie nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Najstarsze znalezione r1a1 są z Europy wschodniej, takie są fakty.
      Językoznawstwo to dla mnie czarna magia, ale… jeżeli Alinei łączy Słowian (Prasłowian) z kulturą lendzielską, to CAŁKOWICIE nie zgadza się to z dostępnymi danymi DNA. Na 9 przebadanych szczątków mężczyzn, którzy należeli do tej kultury, nie ma ANI JEDNEGO r1a1, trzech miało haplogrupę H, dwóch I, reszta to G2a2a1, J2a, C oraz E1b1b1a1b1. A więc haplogrupy charakterystyczne dla Azji, Bliskiego Wschodu czy południa Europy. Można więc olbrzymią pewnością założyć, że genetycznie ze Słowianami (ani Indoeuropejczykami) nic wspólnego nie mieli. Tak więc to raczej dyskwalifikuje pracę Alinei .

      Odpowiedz
      • Kilka uwag o nowszych ustaleniach genetyków (niż zespołu Haaka z 2015 r.).
        Próbki kopalnego DNA z cmentarzyska w Serbii przeanalizowała w swojej dysertacji „Palaeogenomic and Biostatistical Analysis of Ancient DNA Data from Mesolithic and Neolithic Skeletal Remains” Zuzana Hofmanova w 2016 r. Stwierdziła, że próbki z Vlasac, datowane na 7 400–6 200 p.n.e. wykazują podobieństwo do genotypów dzisiejszych populacji znad środkowego Dunaju. Jednak szczególnie populacje z północnej i wschodniej Europy – zwłaszcza Litwini – wykazują najwyższe podobieństwo. Hofmanova nie uwzględniła w swoich analizach populacji polskiej, ale biorąc pod uwagę jej dzisiejszą autosomalną bliskość z litewską, to współcześni mieszkańcy Polski byliby równie podobni Vlasac co Litwini. Wśród mezolitycznych haplogrup męskich z Vlasac wyodrębniono R1 oraz I2, a dla próbki 37. wskazano R1b. Natomiast w żeńskich haplogrupach przeważały U5a i U5b. Wszystko to geny typowe dla północnoeuropejskich łowców-zbieraczy od paleolitu. Dodam, że część danych, na których opierał się Haak z zespołem może być wątpliwa. Wynikać to może z wymagań wysokiej jakości próbek niezbędnej do wydobycia męskiego Y-DNA. Np. przywołany przez Haaka w 2015 r., jako mężczyzna z R1b z Obłaczkowa (ok. 2800 p.n.e.), został zweryfikowany przez zespół Heleny Malmström („The genomic ancestry of the Scandinavian Battle Axe Culture people and their relation to the broader Corded Ware horizon” ) w zeszłym roku, jako… kobieta. Nie zakwestionowano zaś innej próbki z tego stanowiska jako R1a.
        Jeszcze starsze od tych próbek z Vlasac, bo sprzed 14 tys. lat, jest R1b z północnych Włoch, a także R (jakość próbki nie pozwoliła na bezsprzeczne ustalenie czy to R1, R1a lub R1b) z wschodniej Francji (ok. 12 tys. lat temu). Dane te podał m.in. zespół Iaina Mathiesona w 2017 r. w pracy „The Genomic History Of Southeastern Europe”. Przedstawiciele rodu R1 na pewno więc byli wcześniej w Europie niż nosiciele mutacji tej haplogrupy, których szczątki odkryto na stepach czarnomorskich.
        Dalej, w pracy „Human Auditory Ossicles as an Alternative Optimal Source of Ancient DNA”, zespołu Kendry Siraka z 25 lutego br., znalazła się próbka z Y-DNA datowana na okres 3 500-3 000 lat p.n.e. z północnej Rumunii. Tę męską haplogrupę określono jako R1a. W tej sytuacji szacunki P. Underhilla o wczesnym pojawieniu się R1a w Odrowiślu znajdują coraz więcej potwierdzeń w materiale kopalnym. Również w tegorocznej pracy „Gene-flow from steppe individuals into Cucuteni-Trypillia associated populations indicates long-standing contacts and gradual admixture” zespołu Alexandra Immela, stwierdzono: „W zapisie archeologicznym istnieje poparcie dla mieszaniny późnej kultury Cucuteni-Tripolie (CTC) z sąsiednią kulturą Yamnaya z wczesnej epoki brązu […] odkrycia genetyczne przedstawione w tym badaniu (tj. różne proporcje stepu u czterech Mołdawian) są zgodne z bieżącymi kontaktami, a także ze stopniową domieszką i powolną zmianą ekspresji kulturowej, a nie całkowitą zamianą. Jednak ta hipoteza podważa wcześniej opublikowany scenariusz jeźdźców Yamnaya masowo i zbrojnie migrujących do Europy Środkowej”. Dalej Immel et al. podkreślają, że analizy PCA i f3 również sugerują genetyczny związek osobników z Mołdawii z przedstawicielami kultur pucharów lejkowatych oraz amfor kulistych z terenów dzisiejszej Polski. Konsekwencją tych ustaleń badaczy może być uprawnienie stwierdzenia, że dialekty indoeuropejskie, po raz pierwszy powstały w Europie Środkowej, na bazie kultur naddunajskich (w tym polskich pucharów lejkowatych i amfor kulistych). O płynnym przejściu kultur pucharów lejkowatych i amfor kulistych w ceramiki sznurowej pisał Jan Machnik, w pracy „Stan i perspektywy badań kultury ceramiki sznurowej w międzyrzeczu górnej Wisły, Bugu i Dniestru”. Dane archeogenomiczne – nowsze niż przywołana praca Haaka – wspierają więc założenie Alinei’ego (za B. Sykesem), że dzisiejsza pula genowa Europy ukształtowała się u schyłku paleolitu.
        W tej sytuacji stwierdzenia o bałtosłowiańskim źródle znad środkowego Dunaju, wiodącym ku Wiśle i Dniestrowi (zawarte w pracach Kortlandta, Alinei’ego i wcześniej rosyjskiego językoznawcy Olega Trubaczewa), w IV/III tys. p.n.e., mają wsparcie również w obrazie paleogenetycznym. Coraz częściej podważane są zaś tezy zespołu Haaka z 2015 r. zawarte w pracy „Massive migration from the steppe was a source for Indo-European languages in Europe”.
        Ponadto w naszej części Europy mamy rytuał ciałopalenia (wyróżniający etnosy indosłowiańskie) odnotowany archeologicznie od VII tys. p.n.e. (przykłady – poza wspomnianym Vlasac – w pracy Karoliny Bugajskiej „Obrządek pogrzebowy łowców-zbieraczy epoki kamienia w południowej Skandynawii i na Niżu Środkowoeuropejskim”). Kremacja istotnie ogranicza reprezentatywność zbadanych próbek kopalnego DNA z oczywistych względów, stąd same próbki z materiału archeologicznego nie mogą dostatecznie podważyć szacunków genetyki populacyjnej (genealogicznej), w tym P. Underhilla w zakresie etnogenezy słowiańskiej. Chociaż każde nowe wyniki kopalnego DNA powinny być rzetelnie uwzględniane, o czym świadczy weryfikacja tez Haaka.

        Odpowiedz
  3. Ze slawizmów w gockim jeszcze Lehrmann wymienia „plat”, a i zastanowiłbym się nad „dulgs” (zwykle przyjmuje się odwrotny kierunek, jednak jest to z tego co wiem wyraz izolowany w germańskich, poza tym wyraz wykazuje nietypowe cechy akcentologiczne i fleksyjne jak na pożyczkę w prasłowiańskim).

    Odpowiedz
    • Dzięki za komentarz. Wspomniałem plinsjan jako jedyne OCZYWISTE zapożyczenie z prasłowiańskiego. Plat ‚skrawek tkaniny’ to przykład mniej pewny (choć możliwy). Gockie dulgs ‚dług’ jest izolowane w językach germańskich, ale ma odpowiedniki celtyckie oparte na rdzeniu *dlig-. Lehmann uważa dlugs za pożyczkę celtycką, co nie jest prawdopodobne, biorąc pod uwagę wokalizm (celtyckie *li pochodzi od sylabicznego *l̥), więc mamy raczej do czynienia z wyrazami pokrewnymi, a nie z „transferem poziomym”, który nie wyjaśnia, skąd się wzięło germańskie *u. Zapożyczenie ze słowiańskiego też tego nie tłumaczy, bo sylabiczne *l̥ powinno dać w tej pozycji słowiańskie *il > *ьl (jak w podobnym słowie *dьlgъ ‚długi’), a nie nietypowe *ul > *ъl (*dъlgъ). Z tego względu najoszczędniejsza jest hipoteza, że słowa celtyckie i gockie są odziedziczone, a słowiańskie – zapożyczone. Możliwe, że zostało zapożyczone jako temat na *-u-, co tłumaczyłoby jego właściwości akcentologiczne.

      Oczywiście zapożyczeń mogło być więcej, ale słownictwo gockie znamy tylko fragmentarycznie, bo język biblijny był niezbyt urozmaicony leksykalnie, a brakuje w nim między innymi wielu słów z rejestru potocznego, opisujących życie codzienne. Nawet słowo *kunings ‚książę, władca’ < pragerm. *kuningaz nie występuje w BIBLIJNYM gockim, choć ewidentnie zostało zapożyczone przez Słowian jako *kъnędzь.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

css.php