Schody Charona, Teatr w Syrakuzach (ryc. M. Kocur)

Teatr antyczny w Grecji

  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Ateński Teatr Dionizosa w V wieku p.n.e. tętnił życiem. Obywatele polis oglądali spektakle wyłącznie podczas festiwali. Inscenizacje porywały rozmachem i brawurowym aktorstwem.

Widzowie reagowali nadzwyczaj żywiołowo. Klaskali i wyrażali pochwały głośnymi okrzykami, ale kiedy nie byli zadowoleni, gwizdali i walili piętami w drewniane ławy. Zdarzało im się nawet przerywać przedstawienia. Historyk Filochoros donosi, że publiczność częstowano winem przed i po każdej sztuce, a wystawiano ich każdego z trzech pierwszych dni Dionizjów Miejskich cztery, a dnia ostatniego – aż pięć! Atmosfera w teatrze była szczególnie gorąca podczas komedii, bezlitośnie wyszydzających wielu Ateńczyków, którzy siedzieli na widowni. Teatr Dionizosa mieścił więcej ludzi niż Pnyks, miejsce Zgromadzeń. Nic dziwnego, że i tam uprawiano politykę.

Oglądanie spektaklu w antycznym teatrze różniło się zasadniczo od wizyty w teatrze współczesnym. Z górnych rzędów widać było świątynię Dionizosa, a przed nią ołtarz, na którym zarzynano zwierzęta ofiarne. Śmierć była tam prawdziwa. Za teatrem rozciągały się Ateny. Nad miastem dominował intensywny błękit nieba. Tragedia czy komedia w tak niezwykłych okolicznościach musiała być doprawdy niezwykłym doświadczeniem. Spróbujmy to sobie wyobrazić.

Persowie

Jest wiosna. Rok 472 p.n.e. Na orchestrę Teatru Dionizosa w Atenach, o kształcie nieregularnego trapezu, wkracza chór w szyku militarnym, prostokątnym. Piętnastu chórzystów maszeruje w trzech równoległych szeregach, po pięciu w każdym. Mają na sobie bogate, powłóczyste szaty, prawdopodobnie czarne i maski z siwymi brodami. Widzowie zapewne natychmiast rozpoznają perskich dostojników. Maszerują w rytmie wojennych anapestów, granych przez muzyka na aulosie, czyli dwóch rurach z ustnikami jak w oboju. W takim właśnie rytmie hoplici ruszali zwykle do boju, a wioślarze wiosłowali na triremach. Pieśń chóru budzi u widzów wciąż żywe wspomnienia perskich inwazji. Osiem lat wcześniej Ateńczycy co prawda pokonali Persów pod Salaminą, ale najpierw musieli z Aten uciekać. Siedzą teraz na zboczach spalonego wtedy Akropolu. Wiele osób utraciło w walkach swoich najbliższych.

W V wieku p.n.e. na widowni Teatru Dionizosa znajdowało się najprawdopodobniej ok. 6 tys. miejsc siedzących. Tylko w pierwszym rzędzie stały krzesła z oparciami. Dwadzieścia kolejnych rzędów stanowiły drewniane ławy. Ponad nim na zboczu Akropolu dodatkowo ok. 2 tys. osób mogło oglądać przedstawienia stojąc. Populację obywateli płci męskiej ówczesnych Aten szacuje się na ok. 30 tys. Nie każdy mógł się więc do teatru dostać. Aż do początku IV wieku miasto wydzierżawiało drewniane rusztowania przedsiębiorcom i dzierżawcy pobierali po 2 obole od siedzenia. Zobaczenie wszystkich przedstawień podczas Dionizjów kosztowało więc sporo, bo było ekwiwalentem ok. 1,3 dniówki rzemieślnika. Biednym obywatelom udzielano jednak wsparcia finansowego ze specjalnego funduszu.

Łucznicy perscy, fryz z pałacu Dariusza w Suzie, Louvre, ok. 510 pne

Rozpoczyna się tragedia Persowie, najstarszy dramat europejski zachowany w całości. Wcześniejsze sztuki znamy dziś tylko z kilku tytułów lub anegdot. Wszelkie rekonstrukcje narodzin europejskiego teatru muszą się więc zaczynać od przywołania wielkiej wojny w obronie ojczyzny. Ajschylos – nie tylko autor tragedii, ale też choreograf i jeden z głównych wykonawców – sam był żołnierzem. Walczył z Persami pod Maratonem w roku 490 i dziesięć lat później pod Salaminą. W dramacie poeta przemienił własne doświadczenia w uniwersalną i spektakularną przypowieść o katastrofalnych skutkach pychy i zaślepienia. Ukazał bitwę pod Salaminą od strony Persów. Nie celebrował zwycięstwa Greków, choć mógł mieć powody do zemsty. Herodot napisał w Dziejach (VI 114), że pod Maratonem zginął brat Ajschylosa: gdy próbował się ratować chwytając za koniec rufy okrętu, perski żołnierz odrąbał mu toporem rękę.

Persowie to jedyna zachowana tragedia, w której nie pojawia się żaden Grek, ani nawet grecki bóg. Cała akcja rozgrywa się w Suzie, zimowej stolicy Persji, w pobliżu grobowca Dariusza Wielkiego, monarchy, który znacznie poszerzył perskie panowanie w Azji i brutalnie stłumił powstanie w Milecie, ale pod Maratonem uległ Grekom, a w zasadzie obywatelom Aten. Zmarł w 486 roku. Sześć lat później jego syn, Kserkses, wyruszył do Hellady, żeby pomścić klęskę ojca i ostatecznie ujarzmić krnąbrnych Ateńczyków. Szacuje się dziś, że mógł ze sobą zabrać nawet sto tysięcy wojowników i tysiąc dwieście okrętów. Zaatakował Hellenów od lądu i od morza. Był pewien błyskawicznego zwycięstwa. Wtedy właśnie rozpoczyna się akcja tragedii.

Do Suzy od dłuższego czasu nie docierają żadne wieści z frontu. Zaniepokojeni dostojnicy w pieśniach przywołują imiona sławnych perskich wojowników, towarzyszących Kserksesowi. Najpotężniejsza armia ówczesnego świata nie może przecież ulec marginalnym siłom ateńskim. Królowa, matka Kserksesa wjeżdża na wspaniałym rydwanie, w towarzystwie orszaku służebnic. Dostojnicy nazywają ją „matką boga” i padają na twarz. Gest ten widowiskowo ukazuje hierarchiczną strukturę dworu perskiego, szczególnie obcą Ateńczykom na widowni, którzy od trzech dekad realizują unikalny w świecie eksperyment polityczny zwany demokracją, rządami ludu. Tragedia Persowie, pełna empatii dla pokonanych, jest zarazem przewrotnym peanem na cześć demokracji. Perskich ludzi-bogów pokonali w bitwie morskiej prości wioślarze.

Królowa jest przerażona. W nocy dręczą ją koszmary. Chór nie potrafi jej pomóc. Na orchestrę wbiega Posłaniec ze straszną nowiną: „Kwiat Persów ludu ścięty, zmieciony ze świata!” (przeł. S. Srebrny). To najdłuższa scena posłańca w zachowanych tragediach. Tak trudnej roli mogli podołać tylko najwybitniejsi aktorzy. Przez trzysta wersów Posłaniec obrazowo opisuje ogrom klęski, szczegółowo relacjonując kolejne etapy bitwy pod Salaminą. Chór dostojników przerywa opowieść krótkimi, wokalnymi eksplozjami szoku i przerażenia. Królowa dopytuje o szczegóły i zdruzgotana odjeżdża na rydwanie do pałacu. Kiedy dostojnicy zostają na orchestrze sami, dają upust hamowanym dotąd emocjom: tańczą i śpiewają wstrząsającą pieśń funeralną, zapętloną rytualnymi zawołaniami. Królowa…

(…)


Jest to fragment artykułu „Teatr w antycznej Grecji” opublikowanego w numerze Archeologia Żywa 1 (71) 2019.

Mirosław Kocur
Home Page   

Antropolog i historyk teatru, dyrektor Instytutu Kulturoznawstwa w Uniwersytecie Wrocławskim i profesor w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego. ...więcej →


  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

css.php