O poznańskiej wyprawie w głąb algierskiej Sahary | Archeologia Żywa

O poznańskiej wyprawie w głąb algierskiej Sahary

  • 4
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Polskie dokonania archeologiczne w Afryce Północnej, głównie za sprawą Kazimierza Michałowskiego, wiążą się przede wszystkim z Egiptem i Sudanem. Od ponad pięćdziesięciu lat kolejne pokolenia badaczy skutecznie kontynuują jego dzieło, coraz bardziej poszerzając zakres podejmowanej problematyki.

Jednym z polskich badaczy, który znacznie przyczynił się do
rozwoju polskich badań w Afryce, był Lech Krzyżaniak. Poświęciwszy swe życie
zawodowe archeologii Egiptu, a zwłaszcza Sudanu, zapoczątkował tym samym poznańską
szkołę badań prahistorii doliny Nilu. Na początku lat 80. XX wieku Krzyżaniak
na chwilę odwrócił jednak wzrok od Sudanu, kierując go na zachód. Zwabiła go
Sahara. Dwukrotnie wybrał się do Algierii, gdzie zetknął się z pradziejowym malarstwem
naskalnym. Kto wie, jak potoczyłyby się jego zawodowe losy, gdyby przez kolejne
lata dane mu było kontynuować prace w samym sercu największej pustyni świata.
Tego się już jednak nigdy nie dowiemy.

Już sam krajobraz „skalnych miast” wywołuje piorunujące wrażenie, a to tylko przedsmak tysięcy malowideł i rytów naskalnych, ukrytych w labiryncie wąwozów i dolin (fot. magharebia [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons)

NIEOCZEKIWANY APEL Z ALGIERII

Lata 70. ubiegłego wieku były dla Krzyżaniaka pasmem kolejnych wyzwań. W 1972 roku rozpoczął badania w sudańskim Kadero, które miał kontynuować aż do swojej śmierci w 2004 roku. Zaangażował się również we współpracę z niemiecką ekspedycją do Minszat Abu Omar w Delcie Nilu, pod kierunkiem Dietricha Wildunga, dołączając do niej w 1978 roku. Kiedy więc w 1977 roku Biuro Parku Narodowego Tassili (OPNT) zgłosiło zapotrzebowanie na współpracę w zakresie inwentaryzacji i badań sztuki naskalnej, a w jakiś czas potem rządy PRL oraz Algierskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej podpisały stosowne umowy o współpracy naukowo-kulturalnej, Krzyżaniak był już zaangażowany w niemałą liczbę projektów. Muzeum Archeologiczne w Poznaniu, w osobie Krzyżaniaka, zgłosiło jednak gotowość do działań. Otwierał się zupełnie nowy kierunek dla badaczy z Polski — Sahara Centralna.

Pierwszy sezon prac odbył się na przełomie
listopada i grudnia 1980 roku. Ekspedycją kierował dyrektor OPNT Sid-Achmed
Kerzabi. Misja miała charakter rekonesansu i nie trwała długo, bo zaledwie dwa
tygodnie. Był to jednak wystarczający czas, aby wyrobić sobie zdanie o
warunkach pracy i potrzebach, jakie wiązałyby się z prowadzeniem regularnych badań.
Krzyżaniak mógł też pobieżnie zapoznać się z przedmiotem przyszłych studiów,
czyli malowidłami naskalnymi, których ekspedycja napotkała na swej trasie bardzo
wiele. Pokonali w sumie około 200 km, robiąc pętlę pomiędzy wioskami położonymi
na północny zachód od Dżanat — głównego węzła komunikacyjnego u południowych podnóży
Tassili.

Jako prahistoryk, Krzyżaniak starał się zwracać uwagę również na inne pozostałości archeologiczne, nie tylko na malowidła. Misja zarejestrowała liczne ślady obozowisk, niektóre w bezpośrednim sąsiedztwie sztuki naskalnej. Natrafiono także na pochówki oraz koncentracje narzędzi kamiennych. Rekonesans, choć krótki, okazał się więc bardzo udany, podobnie jak kooperacja polsko-algierska. Opracowano plan przyszłych działań i uzgodniono szczegóły. Krzyżaniak mógł zaś wracać do kraju, by przygotować ekspedycję, w skład której miały wejść jeszcze dwie inne osoby. Tassili czekało cierpliwie.

WIELKIE ODKRYCIA I WIELU ODKRYWCÓW

Trudno się dziwić, że Krzyżaniak zdecydował się na wyjazd do Algierii. Zobaczyć Tassili to w końcu marzenie większości badaczy prahistorii Sahary. Już sam krajobraz „skalnych miast” wywołuje piorunujące wrażenie, a to tylko przedsmak tysięcy malowideł i rytów naskalnych, ukrytych w labiryncie wąwozów i dolin. Dzięki dostępnym lekturom na temat sztuki Tassili, wyobraźnia polskiego archeologa musiała być mocno rozpalona.

Choć powszechnie za odkrywcę „fresków” Tassili uznaje się Henri’ego Lothe’a, to rzeczywiste odkrycie sztuki naskalnej przypisywać należy francuskim wojskowym, patrolującym ten region od 1902 roku, kiedy to Francji udało się zwyciężyć Tuaregów i objąć kontrolę nad ich terytorium.

Zobaczyć Tassili to w końcu marzenie większości badaczy prahistorii Sahary

W ten sposób do lat 30. XX w. oficerowie, tacy jak: kpt. Cortier, por. Gardel, czy por. Brenans, mogli dopisać do swych osiągnięć wojskowych istotne zasługi dla archeologii. Znaleziono wówczas wiele stanowisk ze sztuką saharyjską, a dla ludzi pokroju Brenansa, poszukiwania nieznanych dotąd malowideł stały się prawdziwą pasją. To właśnie on, jeszcze w latach 30., pokazał je Lothe’owi, zaszczepiając w nim fascynację sztuką naskalną, która nigdy już nie miała wygasnąć.

Druga wojna światowa, co oczywiste, przerwała
przygotowania do badań i rozwiała wszelkie nadzieje z nimi związane. Dopiero w
latach 50. temat Tassili powrócił, by już na dobre zagościć w świecie
akademickim. Zanim jednak Lothe zorganizował pierwszą ze swych ekspedycji, w
1955 roku opublikowana została pierwsza monografia o malowidłach Tassili, pióra
Yolande Tschudi. Szwajcarska etnolożka przedstawiała w niej wyniki swych prac z
lat 1950 – 1951, czego Lothe najwyraźniej nie zauważył (bądź nie chciał zauważyć),
gdyż nie wspomniał o niej ani słowem w wydanej trzy lata później, przełomowej
książce pt. „À la découverte des
fresques du Tassili
”. Pozycja ta przyćmiła
wszystko inne, wynosząc Lothe’a na pozycję pioniera i lidera saharyjskich badań.
Dopiero przyszłość miała obnażyć wiele z jego naukowych „grzechów” i uznać
istotny wkład w badania również innych osób (o historii badań w tej części świata
zob. Keenan 2005).

Od czasów Lothe’a i jego, trwających nawet 16
miesięcy, ekspedycji zmieniło się wiele. Choćby sposoby dokumentacji sztuki
naskalnej, które przeszły długą drogę od wykonywanych przez jego zespół kopii
przy użyciu pędzla i farb, do tworzonych współcześnie trójwymiarowych modeli, co
uznać już można za standard w metodyce prac terenowych. Kiedy w 1981 roku Krzyżaniak
przygotowywał się do drugiej wizyty w Parku Narodowym Tassili, archeologia
znajdowała się jednak gdzieś po środku tej drogi. Wyposażony przede wszystkim w
aparat fotograficzny (być może typu Zenza Bronica SQ, którego używał później w
Egipcie, choć to jedynie przypuszczenie) oraz podstawowy sprzęt archeologiczny,
wyruszał więc po niezwykłą przygodę i w ślady uznanych nazwisk.

DRUGA I OSTATNIA POLSKA EKSPEDYCJA NAUKOWA W REJON TASSILI N’AJJER

Druga ekspedycja do Tassili odbyła się na bardziej
partnerskich zasadach niż pierwsza, zorganizowana w całości przez stronę
algierską. Tym razem każda sekcja misji miała swojego kierownika: polska Krzyżaniaka,
a algierska Kerzabi’ego. Po stronie polskiej zespół poszerzony został o dwie
osoby, a mianowicie Andrzeja Prinke oraz Jerzego Nowakowskiego. Celem misji była
szczegółowa inwentaryzacja pozostałości archeologicznych, w tym malowideł, w
bardzo znanym rejonie — Sefar.

Nie była to lekka wyprawa. Sefar, położony około
50 km na północny wschód od Dżanat, nie należy bowiem do miejsc łatwo dostępnych.
Aby tam dotrzeć, wykorzystano wielbłądy, które solidnie objuczone, niosły sprzęt
i prowiant potrzebny na kilka tygodni. Dzięki temu jednak można było pokonywać
przeszkody, których nie dałoby się wyminąć samochodami. Spano w namiotach lub
pod gołym niebem. Zawsze przy ognisku, nad którym czuwali z reguły tuarescy przewodnicy.
Obozowano bezpośrednio przy studiowanych stanowiskach i bez wątpienia taki, intymny
wręcz, kontakt z przedmiotem badań musiał wywoływać niemałe emocje.

Pracy było dużo, gdyż ekspedycja nie tylko inwentaryzowała
zespoły malowideł, ale również rozpoznawała bezpośredni kontekst archeologiczny
wokół nich. Oznaczało to badania powierzchniowe i rejestrowanie zabytków ruchomych
i struktur, zwłaszcza tych prahistorycznych. Zadanie było dodatkowo utrudnione przez
brak odpowiednich map. Jedyne czym dysponowano był wycinek zdjęcia lotniczego, którego
skalę trzeba było dopiero ustalić. Po rozpoznaniu w terenie charakterystycznych
elementów, widocznych też na zdjęciu, można było dokonać pomiarów i
odpowiednich przeliczeń. Dzięki uzyskanej w ten sposób skali wykreślono siatkę
współrzędnych, dzielącą badany obszar na kwadraty o boku 800 m. Trzeba też dodać,
że ze względu na charakter wyprawy (tj. podróżowanie wielbłądami) nie można było
zabrać wielu sprzętów, które ułatwiłyby pracę w terenie, jak choćby teodolitu.

W toku wyprawy zainwentaryzowano co najmniej 35
zespołów sztuki naskalnej oraz 19 innych stanowisk archeologicznych. W wypadku
tych pierwszych zajmowano się przede wszystkim tradycją zwaną zwykle „Stylem
Okrągłych Głów”. Przypisuje się ją łowcom-zbieraczom i uważa za najstarszy
horyzont „malarski” w tej części świata. Zarówno dla malowideł, jak i innych śladów
archeologicznych, stworzono specjalne karty, na których zapisywane były
rozmaite informacje. Dokumentacja uzupełniana była o fotografie i rysunki.
Owszem, wiele z przebadanych wówczas paneli z malowidłami było już znanych od dłuższego
czasu, niemniej uwaga, jaką poświęcono ich archeologicznemu kontekstowi, była
czymś nowym i godnym pochwały.

Jak się wydaje, Krzyżaniak wracał z Algierii usatysfakcjonowany
i pełen planów na przyszłość. Dotychczasowe założenia były w pełni realizowane,
a współpraca ze stroną algierską dobra. Kontynuacja badań zapowiadana była we wszystkich
raportach z badań w 1981 roku. Mało tego, prace inwentaryzacyjne, jakie
przeprowadzono, miały być jedynie wstępem do bardziej zaawansowanych badań w
zakresie prahistorii Sahary. Niestety, tak jak nieoczekiwanie się zaczęły, tak
szybko badania te musiały się zakończyć. Zmieniający się klimat polityczny,
wysoce niestabilny, zarówno w Algierii, jak i Polsce, wpłynął na to, że współpraca
między oboma krajami uległa przerwaniu. Kiedy Krzyżaniak kończył misję w
Tassili, w Polsce ogłaszano właśnie stan wojenny. Niezwykle obiecujący projekt
polskich badań na Saharze Centralnej pozostał więc jedynie epizodem, choć bez wątpienia
brzemiennym w skutki.

OKRĄGŁE GŁOWY I WIELCY BOGOWIE

Misja Krzyżaniaka pracowała w wyjątkowym miejscu.
Już same nazwy stanowisk, takie jak „Kotlina Totemów” czy „Pasaż Antylop”,
mocno działają na wyobraźnię. Wśród badanych miejsc znalazło się w dodatku
jedno z najbardziej rozpoznawalnych stanowisk w całym Tassili – „Kotlina Wielkiego
Boga”. Główną atrakcją tego miejsca jest potężny panel, usytuowany na ścianach płytkiego
schroniska skalnego (z fr. abri),
zawierający gąszcz postaci antropomorficznych i zwierzęcych. To jeden z
najwspanialszych reliktów dawno nieistniejącej kultury łowców i zbieraczy, którzy
zamieszkiwali te obszary co najmniej 6000 lat p.n.e. Część badaczy uważa, że właśnie
wtedy zaczęły powstawać owe unikatowe malowidła, z których najbardziej „klasyczne”,
to te posiadające ciemnoczerwoną linię konturu i białe (wpadające w żółć) wypełnienie.
Według innych naukowców powstawały one jednak znacznie wcześniej, a początki
tej stylistyki należy ich zdaniem umiejscowić na przełomie plejstocenu i
holocenu. Owa batalia naukowa pomiędzy zwolennikami krótkiej i długiej
chronologii trwa zatem w najlepsze (Soukopova 2012).

Nie zmienia to jednak faktu, że Okres Okrągłych
Głów (ang. Roundhead Period),
to dla tej części Sahary czas przełomowy. Swą nazwę zawdzięcza temu, że głowy
większości antropomorfów są rzeczywiście okrągłe i do tego często pozbawione
jakichkolwiek szczegółów. Czasem zaś obserwujemy na nich elementy, których znaczenie
jest bardzo trudno odgadnąć. Niektóre postacie mają wręcz nieziemski wygląd, co
skłoniło Lhote’a do nazwania ich „Marsjanami”. Nie trzeba było długo czekać, by
wykorzystał to Erich Von Däniken, przedstawiając w swej książce „Rydwany bogów”
koncepcję o starożytnych kontaktach z przybyszami z kosmosu.

Niektóre postacie mają wręcz nieziemski wygląd, co skłoniło Lhote’a do nazwania ich „Marsjanami”. Nie trzeba było długo czekać, by wykorzystał to Erich Von Däniken, przedstawiając w swej książce „Rydwany bogów” koncepcję o starożytnych kontaktach z przybyszami z kosmosu

Wróćmy jednak na Ziemię. Malowidła okrągłogłowych
postaci są niezwykle żywe. Ukazane w rozmaitych pozach, stanowią z reguły część
większej kompozycyjnej całości. Szczególne wrażenie robią sceny „wielkich bogów”,
takie jak ta badana przez Krzyżaniaka. Postać interpretowana jako bóstwo (a może
czarownik? Szaman?) znajduje się z reguły w centrum sceny. Otaczają ją mniejsze
figury, które często ukazane są w geście przypominającym adorację i oddawanie
czci. W tym wszystkim jest jeszcze miejsce dla zwierząt, zwłaszcza antylop, a
także motywów, których enigmatyczna forma generuje niekiedy skrajne interpretacje.
Postacie nazywane bogami należą jednak do rzadkich. Zdecydowana większość antropomorfów
to wyobrażenia o mniejszych rozmiarach i innej budowie ciała; a zapewne także
innej roli w niesamowitej ikonografii pradziejowych łowców-zbieraczy.

Choć Sahara jest domem dla dziesiątek tysięcy
malowideł i rytów, to Styl Okrągłych Głów ma wśród nich pozycję szczególną.
Wiele lat badań przyczyniło się do poszerzenia stanu naszej wiedzy, ale wciąż
więcej jest jeszcze do zrobienia. Co gorsza, malowidła saharyjskie z dekady na dekadę
coraz mocniej zanikają, z rozmaitych przyczyn. Badania i konserwacja nigdy nie
były więc bardziej potrzebne niż właśnie teraz.

EPILOG

Z pewnością można żałować, że projekt Krzyżaniaka nie rozwinął się w regularną wieloletnią inicjatywę. Istniałaby wówczas szansa na budowanie polskiej szkoły archeologii Sahary Centralnej. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To powiedzenie jest tutaj szczególnie zasadne, gdyż od 1982 roku Krzyżaniak skupił się już wyłącznie na badaniach egipsko-sudańskich, inwestując swą energię w niezwykle owocne projekty. Jedną z najlepszych decyzji było dołączenie do zespołu badającego Oazę Dachla w Egipcie i wykorzystanie swojego algierskiego doświadczenia w badaniach sztuki naskalnej (o czym już pisałem w AŻ 3/2017). Krzyżaniak prowadził tę misję przez niemal dwadzieścia lat, a potem znalazła ona kontynuatorów. A Tassili? Cóż, Sahara jest cierpliwa. I przyjdzie być może taki dzień, że polscy badacze powrócą jeszcze do Algierii, aby dokończyć to, co zapoczątkował poznański zespół u progu lat 80. ubiegłego wieku.

Zachęcam do odwiedzenia wystawy stałej „Sztuka naskalna Afryki Północnej” w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu.


Jest to pełny artykuł „W Kotlinie Wielkiego Boga. O poznańskiej wyprawie w głąb algierskiej Sahary” opublikowany w numerze Archeologia Żywa 2 (72) 2019. Zachęcamy do okazania wsparcia i zakupu naszego czasopisma!

Doktor Archeologii | strona

Archeolog specjalizujący się w badaniach sztuki naskalnej Egiptu i Sudanu. Kierownik badań nad petroglifami w Oazie Dachla (Egipt). Pracownik Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. Obecnie realizuje staż podoktorski w Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW oraz Institut français d'archéologie orientale w Kairze

A może jeszcze...

  • Polak odkrył w Tanzanii setki malowideł naskalnychPolak odkrył w Tanzanii setki malowideł naskalnych Setki malowideł naskalnych, z których najstarsze mogą mieć nawet kilkanaście tysięcy lat, odkrył polski badacz na terenie rezerwatu Swaga Swaga w Tanzanii. Wśród najciekawszych są […]
  • Archeologia Żywa 4 (62) 2012Archeologia Żywa 4 (62) 2012 To był ostatni numer Archeologii Żywej przed przerwą. Wówczas nikt nie myślał, że potrwa aż tyle. Okazało się, że potrzeba było 5 lat nim nowe osoby postanowiły podjąć wyzwanie tworzenia […]
  • Malowidła naskalne, ryty i rzeźby. Sztuka paleolitu w Europie.Malowidła naskalne, ryty i rzeźby. Sztuka paleolitu w Europie. Musiało minąć ponad 20 lat zanim w 1902 r. francuski prehistoryk Émile Cartailhac przyznał się, że popełnił błąd kwestionując paleolityczny wiek malowideł naskalnych odkrytych w 1879 roku […]
  • Rozgryźć schemat paleolitycznej sztuki naskalnejRozgryźć schemat paleolitycznej sztuki naskalnej Sztuka od dawna towarzyszy rodzajowi ludzkiemu. Blanca Ochoa, badaczka paleolitycznej sztuki naskalnej z Uniwersytetu Kraju Basków w Vitori próbuje odkryć zależność pomiędzy miejscem […]
  • Archeologia Żywa 1 (75) 2020Archeologia Żywa 1 (75) 2020 Istnieją tematy w badaniach nad przeszłością człowieka, na których spojrzenie li tylko z naszego krajowego podwórka archeologicznego niewiele wnosi. Do takich należy ogólnoświatowy […]
  • Góra Zyndrama w Maszkowicach – lokalna adaptacja czy idee fixe?Góra Zyndrama w Maszkowicach – lokalna adaptacja czy idee fixe? Ponad dwieście lat badań archeologicznych na ziemiach polskich przynosi efekt w postaci względnie pełnego rozpoznania sytuacji kulturowej panującej w dawnych wiekach na obszarze naszego […]

  • 4
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

css.php