Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiada, że rok 2026 będzie Rokiem Popularyzacji Nauki. W planach jest m.in. wpisanie popularyzacji do ustawy jako jednego z zadań uczelni oraz włączenie jej do systemu ewaluacji jednostek naukowych. Na pierwszy rzut oka trudno się z tym pomysłem nie zgodzić. Przecież właśnie na upowszechnianiu wiedzy opiera się sens działalności takich czasopism jak „Archeologia Żywa”. Wraz z pierwszymi deklaracjami pojawiły się jednak obawy i pytania o to, jak te ambitne zapowiedzi mają wyglądać w praktyce.
Według deklaracji wiceministry Karoliny Zioło-Pużuk na łamach portalu „Nauka w Polsce” działania popularyzatorskie mogłyby odpowiadać nawet za 20% oceny instytucjonalnej uczelni i instytutów1ŚLĄZAK. A. 2025. Wiceministra nauki: chcemy zmienić spojrzenie na popularyzację nauki, „Nauka w Polsce”, URL: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111945%2Cwiceministra-nauki-chcemy-zmienic-spojrzenie-na-popularyzacje-nauki.html (Dostęp: 09.03.2026).. Jednocześnie ministerstwo prowadzi diagnozę sytuacji w kraju – uczelnie wypełniają ankiety dotyczące skali i form działań popularyzatorskich, a powołany zespół doradczy ma przygotować rozwiązania systemowe. Wśród proponowanych działań pojawiają się m.in. inicjatywy promujące kontakt badaczy z odbiorcami spoza środowiska akademickiego, szkolenia dla chętnych, rozwój projektów edukacyjnych oraz wsparcie dla instytucji zajmujących się popularyzacją badań.
Na poziomie deklaracji wszystko brzmi rozsądnie, a idea nie jest nowa. Od co najmniej dwóch dekad w europejskiej polityce naukowej coraz mocniej podkreśla się konieczność otwarcia badań na społeczeństwo. Zmiana ta wiąże się z przekonaniem, że nauka finansowana ze środków publicznych powinna być również publicznie komunikowana i dyskutowana. Dla archeologii taki zwrot w stronę odbiorcy tym bardziej nie jest modą ani nowinką. Cały obszar public archaeology – od muzeów i edukacji po archeologię cyfrową i projekty wspólnotowe – wyrósł z przekonania, że badanie przeszłości nie dzieje się w próżni: dotyczy dziedzictwa, tożsamości i realnych sporów o pamięć, przestrzeń i wartości. W świecie zdominowanym przez media społecznościowe, teorie spiskowe i fake newsy rzetelne tłumaczenie, czym jest nauka i jak działa proces badawczy, staje się jednym z ważniejszych zadań środowiska akademickiego.
Problem polega jednak na tym, że te zapowiedzi pojawiają się w momencie, gdy polska nauka zmaga się z bardzo podstawowymi problemami.
Popularyzacja to też praca, a nie rubryka „po godzinach”
Gdy mówi się o „docenieniu popularyzacji”, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że to obszar tani: trochę tekstów, kilka wystąpień, czasem film, czasem dzień otwarty. Tymczasem polska dyskusja o warunkach pracy w nauce dostała ostatnio twardy, nośny symbol: oferta zatrudnienia w Instytucie Fizyki PAN. W ogłoszeniu szukano badacza z doktoratem i kilkuletnim doświadczeniem, do pracy m.in. przy zaawansowanej transmisyjnej mikroskopii elektronowej, z obowiązkami obejmującymi analizę nanostruktur, pracę z metodami „big data” oraz udział w pozyskiwaniu grantów; podano też konkretne narzędzie pracy: mikroskop Titan Cubed 80–300. Wynagrodzenie: 4806 zł brutto2Oferta pracy w prestiżowym instytucie PAN zbulwersowała naukowców. „4806 zł brutto, a wymagania jak do NASA”, „Głos Nauczycielski”, URL: https://glos.pl/oferta-pracy-w-prestizowym-instytucie-pan-zbulwersowala-naukowcow-4806-zlotych-brutto-a-wymagania-jak-do-nasa (Dostęp: 09.03.2026)..
Ta kwota brzmi jak detal, dopóki nie zestawi się jej z innym twardym parametrem: od 1 stycznia 2026 r. minimalne wynagrodzenie za pracę w Polsce wynosi właśnie 4806 zł brutto. Innymi słowy, w ogłoszeniu o pracy wymagającej doktoratu i specjalistycznych kompetencji wpisano stawkę równą płacy minimalnej w kraju3Minimalne wynagrodzenie za pracę, „Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej”, URL: https://www.gov.pl/web/rodzina/minimalne-wynagrodzenie-za-prace (Dostęp: 09.03.2026)..
W tle jest jeszcze bardziej systemowy paradoks: minimalne wynagrodzenia na uczelniach publicznych są powiązane z minimalną stawką profesorską (asystent to 50% tej stawki). Gdy płaca minimalna w gospodarce rośnie, a stawki akademickie nie nadążają, asystent „z definicji” potrafi znaleźć się na granicy – a nawet poniżej minimum. W dokumentach i komentarzach dotyczących podniesienia minimalnej stawki profesora na 2026 r. wprost wskazywano, że bez korekty wynagrodzenie asystenta byłoby niższe niż ustawowe minimum; po podniesieniu stawki profesora do 9650 zł minimalna pensja asystenta miała wynieść 4825 zł, czyli o… 19 zł powyżej płacy minimalnej. To nie jest margines dyskusji o popularyzacji, tylko jej fundament: w takim systemie każde nowe „kryterium jakości” będzie odbierane przez część środowiska jak dokładanie zadań do stołu, z którego już zdjęto nogi.
Czas i przeciążenie: gdzie w to wszystko wbudować popularyzację
Drugi zasób równie kluczowy jak pieniądze to czas – i tu ministerialne deklaracje natrafiają na codzienność obowiązków akademickich. Ustawa przewiduje zadaniowy czas pracy nauczyciela akademickiego oraz limity rocznego wymiaru zajęć dydaktycznych (np. do 240 godzin dydaktycznych dla pracownika badawczo‑dydaktycznego i do 180 dla pracownika badawczo‑dydaktycznego zatrudnionego na stanowisku profesora), przy czym 1 godzina dydaktyczna to 45 minut. To są przepisy ramowe – a praktyka dopełnia je kaskadą zadań: przygotowaniem grantów, raportowaniem, sprawozdawczością, komisjami, rekrutacją, obsługą studentów, organizacją dydaktyki, obowiązkami instytutowymi4Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. 2018 poz. 1668), URL: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180001668/O/D20181668.pdf (Dostęp: 09.03.2026)..
W tym kontekście ministerstwo podkreśla, że nie chce „nakładać nowych obowiązków” na naukowców i że element organizacyjny działań popularyzatorskich powinien leżeć przede wszystkim po stronie instytucji, a nie pojedynczych badaczy. W teorii jest to podejście rozsądne. Oznacza bowiem próbę przesunięcia akcentu z indywidualnego wysiłku badaczy na poziom strategii uczelni i instytutów – a więc tam, gdzie istnieją realne możliwości organizacyjne i finansowe.
Podobnie o planowanych zmianach mówi członek ministerialnego Zespołu doradczego ds. popularyzacji nauki, prof. Krzysztof Pabis z Uniwersytetu Łódzkiego. W rozmowie z PAP podkreślał, że włączenie popularyzacji do ewaluacji instytucji naukowych nie ma oznaczać przymusu wobec wszystkich badaczy5ŚLĄZAK A. 2025. Członek zespołu doradczego MNiSW ds. popularyzacji nauki: nie chcemy zmuszać do popularyzacji, „Nauka w Polsce”, URL: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111966%2Cczlonek-zespolu-doradczego-mnisw-ds-popularyzacji-nauki-nie-chcemy-zmuszac (Dostęp: 09.03.2026).. Chodzi raczej o wspieranie osób, które już dziś chcą dzielić się wiedzą z odbiorcami spoza środowiska akademickiego, oraz o budowanie pozytywnego przekazu wokół nauki w społeczeństwie. Jak zaznaczył, działania popularyzatorskie powinny być rozwijane przede wszystkim na poziomie instytucji, które mogą tworzyć zaplecze organizacyjne dla takich aktywności – na przykład poprzez biura popularyzacji czy wpisanie tego typu działań do strategii uczelni.
W praktyce jednak polska popularyzacja – także w humanistyce i archeologii – w ogromnej mierze opiera się dziś na indywidualnej aktywności konkretnych osób. To badacze prowadzą blogi, nagrywają podcasty, występują na festiwalach nauki, oprowadzają po wykopaliskach czy przygotowują artykuły popularnonaukowe. Dzięki takim osobom powstają również materiały publikowane na łamach „Archeologii Żywej” i webinary w ramach cyklu „Kontekst”. Ryzyko jest jednak oczywiste: jeśli popularyzacja stanie się elementem oceny instytucji, pojawi się presja na „wyniki”, a najłatwiej będzie ją przerzucić na tych samych ludzi, którzy już dziś robią to z pasji i poczucia misji.

Kompetencje, instytucje i złudzenie „działu komunikacji”
Warto też powiedzieć wprost rzecz, która w dyskusjach o „systemowym podejściu” bywa zamiatana pod dywan: popularyzacja wymaga umiejętności, których nie da się zadekretować. To nie jest tylko streszczanie artykułów naukowych „prościej”, ale praca z narracją, językiem, uwagą odbiorcy i formatem – od tekstu po wideo i audio. Różnica między salą wykładową a internetem jest zasadnicza: student ma obowiązek być na zajęciach, odbiorca popularnonaukowy w sieci ma obowiązek tylko wobec własnej ciekawości – i może ją stracić po pięciu sekundach. Te kompetencje można jak najbardziej rozwijać (szkolenia w ministerialnych planach mają sens), ale nie da się oczekiwać, że każdy badacz będzie dobrym popularyzatorem.
W tym miejscu pojawia się też wątek, który w instytucjach jest wyjątkowo drażliwy: popularyzacja mylona z PR. Badania o komunikacji naukowej na uczelniach pokazują, że centralne biura komunikacji funkcjonują często przede wszystkim w logice marketingu, public affairs i public relations, a nie w logice pogłębionej komunikacji badań6ENTRADAS M., BAUER M.W., MARCINKOWSKI F., PELLEGRINI G. 2024. The Communication Function of Universities: Is There a Place for Science Communication?, „Minerva”, 62 (1), s. 25–47, https://doi.org/10.1007/s11024-023-09499-8.. W takiej architekturze instytucjonalnej priorytetem staje się kontrola wizerunku i konkurencja o widoczność (studentów, granty, prestiż), a przestrzeń na tłumaczenie nauki „dla ludzi” nie jest oczywista i bywa spychana na poziom wydziałów, instytutów i oddolnych inicjatyw. Ten obraz nie jest anegdotą z korytarza – to wprost wnioski z badań porównawczych nad praktykami komunikacji w europejskich uniwersytetach i analiz roli scentralizowanych biur.
Dlatego kluczowe jest nie pytanie „czy mamy dział komunikacji”, tylko „czy mamy zawodową komunikację naukową”: ludzi zatrudnionych do opowiadania o badaniach, znających proces naukowy, potrafiących pracować z badaczami i redakcjami, umiejących korygować błędy i budować długofalowe formaty. PR może z tym współpracować, ale nie jest w stanie tego zastąpić.

Dezinformacja: cel słuszny, ale skala problemu jest gdzie indziej
Ministerstwo łączy popularyzację z odpornością społeczeństwa na fake newsy i „wojnę informacyjną”, argumentując, że popularyzacja może być narzędziem przeciwdziałania dezinformacji i budowania zaufania do nauki. To intuicja zrozumiała – ale warto zobaczyć ją w skali infrastruktury, w której dziś krąży informacja.
W Unii Europejskiej największe serwisy zostały objęte specjalnym reżimem European Commission jako tzw. bardzo duże platformy internetowe (VLOPs) i bardzo duże wyszukiwarki (VLOSEs) w ramach Digital Services Act, a próg designation jest powiązany z poziomem co najmniej 45 mln użytkowników miesięcznie w UE7List of designated Very Large Online Platforms and Search Engines (VLOPs and VLOSEs), „European Commission”, URL: https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/policies/list-designated-vlops-and-vloses (Dostęp: 09.03.2026).. Na oficjalnej liście Komisji (zaktualizowanej 17 lutego 2026) znajdują się m.in. Meta (w tym Facebook i Instagram), Google (w tym YouTube) oraz TikTok. Sam fakt takiej kwalifikacji jest ważny: prawo UE uznaje, że na tej skali pojawiają się „ryzyka systemowe”, których nie da się rozbroić wyłącznie edukacją czy pojedynczymi kampaniami popularyzatorskimi.
Z perspektywy dezinformacji dwa mechanizmy ograniczają „siłę rażenia” nawet najlepszej popularyzacji. Po pierwsze, dystrybucja treści jest w dużej mierze algorytmiczna i premiuje zaangażowanie. W głośnym raporcie Mozilla Foundation o rekomendacjach na YouTube zdecydowana większość zgłoszeń materiałów skrajnych, problematycznych lub powielających nieprawdziwe informacje dotyczyła filmów podsuniętych użytkownikom przez system rekomendacji, a nie wyszukanych samodzielnie – co wzmacnia tezę, że problem nie zaczyna się od „złych wyborów odbiorców”, tylko od tego, co platforma aktywnie podbija8HAROON M., WOJCIESZAK M., CHHABRA A., LIU X., MOHAPATRA P., SHAFIQ Z. 2023. Auditing YouTube’s recommendation system for ideologically congenial, extreme, and problematic recommendations, „Proceedings of the National Academy of Sciences”, 120 (50), s. e2213020120, https://doi.org/10.1073/pnas.2213020120.. Po drugie, badania audytowe nad systemami rekomendacji pokazują, że algorytmy potrafią wzmacniać ideologiczne „dopasowanie” i prowadzić do coraz bardziej spolaryzowanych ścieżek treści, a prace o rekomendacjach na YouTube wskazują również na zjawisko wzmacniania negatywnych emocji (np. złości czy poczucia krzywdy) w miarę kolejnych rekomendacji.
Na to nakłada się nowy czynnik: generatywna Sztuczna Inteligencja, która obniża koszt produkcji treści manipulacyjnych, pozwala tworzyć wiarygodne aczkolwiek fałszywe persony i zwiększa tempo zalewu. W materiałach European Parliamentary Research Service o manipulacji informacją w erze GenAI podkreśla się ryzyko bardziej przekonujących kampanii wpływu i trudności rozpoznawania materiałów realnych od sztucznych9Implementing the EU Code of Practice on Disinformation, „European Digital Media Observatory”, URL: https://edmo.eu/wp-content/uploads/2025/06/EDMO-Report-%E2%80%93-Implementing-the-EU-Code-of-Practice-on-Disinformation.pdf (Dostęp: 09.03.2026).. W tym samym porządku prawnym UE próbuje przesuwać odpowiedzialność także na platformy, co ma wzmacniać oczekiwania przejrzystości i rozliczalności wobec największych graczy – ale to nadal nie jest argument za tym, że popularyzacja „załatwi” dezinformację.
Wniosek praktyczny jest więc prosty: popularyzacja jest potrzebna, ale nie powinna być sprzedawana jako główna broń na problem, który jest systemowy, platformowy i w ogromnym stopniu napędzany algorytmami.

Jak przerobić dobrą ideę na działający system?
Jeżeli ministerialny plan ma zadziałać, kluczowe nie jest hasło „Rok Popularyzacji”, tylko architektura systemu: kto ma to robić, na jakich etatach, z jakim budżetem, według jakich standardów jakości i z jaką ochroną przed biurokratyzacją kreatywnego procesu. Tu ankieta i diagnoza są dobrym początkiem, bo bez mapy zasobów łatwo skonstruować kryterium, które będzie karą dla mniejszych ośrodków i dyscyplin słabiej finansowanych. Jednak ten kolejny okres oceny działalności naukowej już trwa. Jeśli popularyzacja ma być jednym z elementów ewaluacji instytucji, to zasady i zakres tych zmian powinny być już dziś jasno określone. Bez tego naukowcy i instytuty nie wiedzą, na czym mają się koncentrować i jakie działania będą w przyszłości faktycznie brane pod uwagę w ocenie ich pracy.
W samym modelu ewaluacji widać deklarowaną intencję, by myśleć o całości bardziej instytucjonalnie. Resort podkreśla także (i to jest ważne zabezpieczenie), że ma zostać wprowadzony przepis zabraniający bezpośredniego przekładania oceny instytucji na ocenę pracowniczą. Takie zdanie w dokumencie nie rozwiązuje co prawda potencjalnych problemów automatycznie, ale jasno wskazuje kierunek: popularyzacja ma być elementem strategii instytucji, a nie kolejnym batem na pojedynczych ludzi.
Największym ryzykiem – i zarazem najgorszym ruchem projektowym – byłaby jednak pełna centralizacja popularyzacji oraz obwarowanie jej taką liczbą kryteriów i procedur, że twórczość stanie się formularzem. Popularyzacja nie działa jak kontrola jakości w produkcji seryjnej: jej siłą jest format, język, tempo reakcji, rozpoznawalny autor, często też odwaga w budowaniu własnego stylu. Nieprzypadkowo najbardziej znani popularyzatorzy są często twórcami niezależnymi, czasem bez akademickiego doświadczenia – bo w epoce platform liczy się nie tylko „co”, ale „jak” i „po co”, a to trudniej zamknąć w centralnym dziale i tabeli wskaźników.
Jeśli więc popularyzacja ma „tworzyć się sama” częściej niż dziś, państwo i instytucje muszą zrobić trzy rzeczy, które są mniej efektowne niż ogłaszanie roku tematycznego: realnie odciążyć naukowców (zwłaszcza od nadmiaru administracji i biurokracji), stworzyć stabilne ścieżki i etaty dla zawodowych komunikatorów nauki oraz oceniać działania popularyzatorskie przede wszystkim po jakości i rzetelności, a dopiero potem po zasięgu. Inaczej Rok Popularyzacji Nauki pozostanie dobrą narracją – lecz w praktyce przełoży się głównie na presję kolejnego czynnika do odbębnienia.
Przypisy
- 1ŚLĄZAK. A. 2025. Wiceministra nauki: chcemy zmienić spojrzenie na popularyzację nauki, „Nauka w Polsce”, URL: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111945%2Cwiceministra-nauki-chcemy-zmienic-spojrzenie-na-popularyzacje-nauki.html (Dostęp: 09.03.2026).
- 2Oferta pracy w prestiżowym instytucie PAN zbulwersowała naukowców. „4806 zł brutto, a wymagania jak do NASA”, „Głos Nauczycielski”, URL: https://glos.pl/oferta-pracy-w-prestizowym-instytucie-pan-zbulwersowala-naukowcow-4806-zlotych-brutto-a-wymagania-jak-do-nasa (Dostęp: 09.03.2026).
- 3Minimalne wynagrodzenie za pracę, „Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej”, URL: https://www.gov.pl/web/rodzina/minimalne-wynagrodzenie-za-prace (Dostęp: 09.03.2026).
- 4Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. 2018 poz. 1668), URL: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180001668/O/D20181668.pdf (Dostęp: 09.03.2026).
- 5ŚLĄZAK A. 2025. Członek zespołu doradczego MNiSW ds. popularyzacji nauki: nie chcemy zmuszać do popularyzacji, „Nauka w Polsce”, URL: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111966%2Cczlonek-zespolu-doradczego-mnisw-ds-popularyzacji-nauki-nie-chcemy-zmuszac (Dostęp: 09.03.2026).
- 6ENTRADAS M., BAUER M.W., MARCINKOWSKI F., PELLEGRINI G. 2024. The Communication Function of Universities: Is There a Place for Science Communication?, „Minerva”, 62 (1), s. 25–47, https://doi.org/10.1007/s11024-023-09499-8.
- 7List of designated Very Large Online Platforms and Search Engines (VLOPs and VLOSEs), „European Commission”, URL: https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/policies/list-designated-vlops-and-vloses (Dostęp: 09.03.2026).
- 8HAROON M., WOJCIESZAK M., CHHABRA A., LIU X., MOHAPATRA P., SHAFIQ Z. 2023. Auditing YouTube’s recommendation system for ideologically congenial, extreme, and problematic recommendations, „Proceedings of the National Academy of Sciences”, 120 (50), s. e2213020120, https://doi.org/10.1073/pnas.2213020120.
- 9Implementing the EU Code of Practice on Disinformation, „European Digital Media Observatory”, URL: https://edmo.eu/wp-content/uploads/2025/06/EDMO-Report-%E2%80%93-Implementing-the-EU-Code-of-Practice-on-Disinformation.pdf (Dostęp: 09.03.2026).
Archeolog, doktor nauk inżynieryjno-technicznych, popularyzator. Pierwsza osoba, z którą powinno się kontaktować w sprawie patronatów i ewentualnej współpracy z „Archeologią Żywą”. Post-doc w Katedrze Antropologii Instytutu Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół kultury materialnej późnego średniowiecza i wykorzystania nowoczesnych technologii w archeologii. Pasjonat multimediów i gier komputerowych. Prowadzący cyklu cotygodniowych popularnonaukowych webinarów pt. „Kontekst”





